PLFA X: Historia kołem się toczy

Autor: Marcin Fijałkowski Opublikowano dnia: 26 czerwca 2015 | Komentarze: 0

Od kiedy w Polsce istniały już dwa zespoły potrzeba sprawdzenia się i konfrontacji sięgnęła zenitu. Drobne potyczki i utarczki na murawie między Warsaw Eagles i 1. KFA Fireballs to było stanowczo za mało dla żądnych walki futbolistów. 

Kto się odważy?
Wszystko zaczęło się od serdecznej przyjaźni między ówczesnym trenerem Orłów – Romanem Pichetą a grającym szkoleniowcem czeskiego klubu Pardubice Stallions (I liga) – Jaroslavem Bojarskym (który nota bene wciąż jest aktywnym futbolistą mimo 45 lat!). Z racji tych kontaktów – przy poszukiwaniu rywala wybór padł właśnie na południowego sąsiada. I tak od słowa do słowa ustalono, że do bitwy dojdzie w Zgorzelcu 13 listopada 2005 roku. Podniecenie w polskich szeregach sięgało zenitu - wreszcie pierwszy międzypaństwowy mecz! – To była wielka rzecz. Byliśmy mocno podekscytowani wyjazdem, ponieważ mieliśmy zmierzyć się z drużyną, która miała bardzo duże doświadczenie – wspomina Mateusz Binarsch, liniowy. Entuzjazm w rodzimych szeregach był ogromny - takie drobnostki jak brak ogrania czy... składu nikogo nie przerażały.

Niecodzienna taktyka
- Graliśmy systemem bardzo oryginalnym. Raz grali Eagles, czyli nasz atak a potem obrona. Później była „runda” Fireballs, czyli wchodziły ich formacje. Kilka razy nawet się przemieszaliśmy – wyjaśnia Dominik Koniusz, corner back. Tę strategię wymyślili trenerzy: Picheta, który został głównym szkoleniowcem powołanego składu oraz jego asystent Jacek Wallusch (założyciel Fireballs). Warto wymienić jeszcze dwie osoby w sztabie: koordynatora ofensywy Jędrzeja Stęszewskiego (rozgrywającego Eagles i obecnego prezesa PLFA) oraz koordynatora defensywy Piotra Gorzkowskiego (legendarnego safety warszawskiej drużyny). Na polski skład złożyli się zawodnicy Orłów i Wielkopolan oraz Jakub Juszczyk z tworzącego się klubu Wrocław Angels. 

Na Czecha!
- Z podróży najbardziej pamiętam naszą wizytę w... Niemczech! Kierowca pomylił zjazdy i nagle znaleźliśmy się na przejściu granicznym. Trzeba było nie lada dyplomacji, żeby straż pozwoliła nam zawrócić – z uśmiechem opowiada Binarsch. Kiedy udało się już pokonać te małe przeszkody dzielna reprezentacja polskich klubów dotarła do stadionu. - To był pierwszy mecz, który rozgrywaliśmy na w pełni pomalowanym boisku, z trybunami i kibicami. Dla mnie szczególnie ważny, ponieważ to był mój debiut. Wydawało mi się, że grałem super profesjonalnie – prawie jak w NFL, ale po kilku latach jak obejrzałem nagranie to wyglądało mi to bardziej jak "walka kogutów" (śmiech). Ale nie ma co się dziwić - to były początki futbolu w Polsce. Trenerów nie było wielu, o importach nie wspominając. Dlatego uczyliśmy się oglądając mecze przez internet w rozdzielczości porównywalnej do grafiki na Atari (śmiech) - opisuje Koniusz, zdobywca jedynych punktów (safety) dla polskiego składu. 

8:12?
Mimo braku doświadczenia i zgrania Fireballs&Eagles dali z siebie wszystko. Mocno zaznaczył również swoją obecność Juszczyk, który w jednej z pierwszych akcji przełamał obronę rywali i pobiegł po przyłożenie. Tego jednak nie uznali czescy sędziowie, którzy ogłosili, że wrocławianin wybiegł na aut. Mimo wszystko wynik 2:12 również ujmy nie przyniósł. A wspólna wyprawa zacieśniła przyjaźń między klubami: - Współpraca z Fireballs przebiegała bezproblemowo. W tamtych czasach w Polsce były aż dwie ekipy futbolu, co dawało w sumie ok. 60 osób, więc wszyscy dobrze się znaliśmy i dogadywaliśmy. Zależało nam na rozwoju futbolu, uczyliśmy się wspólnie gry, wymienialiśmy doświadczeniami, spostrzeżeniami i razem też imprezowaliśmy po meczach (śmiech) – zaznacza Koniusz. Wtóruje mu Binarsch: - W drodze powrotnej w tych czasach zawsze był „wesoły autobus”. Droga upłynęła miło i przyjemnie. Pomimo porażki byliśmy zadowoleni. Choćby z samego faktu, że udało się wystawić skład i nie przegrać wysoko.

Przeszłość spotyka się z przyszłością
Od tamtego wydarzenia minęło niespełna dziesięć lat a ponieważ historia lubuje się w krągłościach dat i symbolach nie obejdzie się bez odniesień do tego, co nas czeka. Już w październiku tego roku, w Pardubicach, polska reprezentacja zmierzy się z czeską drużyną w ramach eliminacji do mistrzostw Europy. Będzie to świetna okazja, żeby zobaczyć jak bardzo rozwinął się futbol w Polsce.

Seria PLFA X
1. odcinek: Mityczna "pierwsza piłka"  http://plfa.pl/news/1923/

 

Marcin Fijałkowski
m.fijalkowski@pzfa.pl
Biuro Prasowe PLFA