CENTRUM MECZOWE 2 kwietnia, 2016 12:00

Husaria
Szczecin
0
0 I 7
0 II 17
0 III 14
0 IV 13
- OT -
51
Panthers
Wrocław
rozwiń ͮ
 

Trudny debiut Toka

Autor: Marcin Fijałkowski Opublikowano dnia: 2 kwietnia 2016 | Komentarze: 0

W rozegranym w sobotę 2 kwietnia meczu pierwszej kolejki Topligi drużyna Husaria Szczecin przegrała na własnym boisku z Panthers Wrocław 0:51.

W minionym sezonie spotkanie tych zespołów zakończyło się wysokim triumfem Panter – aż 55:12. Dzisiejsze starcie, które zainaugurowało rozgrywki Topligi w tym roku, miało być szansą na rewanż i pokazanie się Husarii z lepszej strony. Tymczasem dość szybko to przyjezdni objęli prowadzenie i zgotowali nowemu szczecińskiemu trenerowi - Toko Pfeiffenbergerowi – ciężki i nieprzyjemny chrzest.

Po prostu zawiedliśmy mentalnie a szkoda, bo początek mieliśmy dobry i można było to wykorzystać. Nie uwierzyliśmy, że możemy dłużej nawiązać wyrównaną walkę.
Piotr Krakowski, drugi trener Husarii

Pierwsza kwarta zapowiadała jeszcze wyrównane spotkanie. Gospodarze zaskoczyli rywali przechwytem Christiana Fostera. Dzięki temu szybko do akcji mogła wkroczyć ofensywa Husarii, ale wrocławianie dobrze kryli i szybko powalali atakujących biegaczy. Mimo tego szczecinianie za sprawą zmyłki przy puncie i dzięki kilku skutecznym akcjom zdołali podejść pod pole punktowe Panter. Tu zatrzymała ich obrona wicemistrzów. Goście powoli wchodzili w swój rytm. Otwierające mecz punkty zdobył Tomasz Dziedzic odbierając podanie od Stevena White`a. Na to nie mogli znaleźć riposty futboliści Toko Pfeiffenbergera, którym w ataku nie szło tego dnia najlepiej. Marzenia o wyrównaniu przerwał Szymon Adamczyk, który powalił rozgrywającego gospodarzy – Dylana Raucha. Pierwsza część spotkania zakończyła się niewielkim, siedmiopunktowym, prowadzeniem gości.

Na początku drugiej kwarty wydawało się, że Husaria znalazła odpowiedź na ofensywne zapędy Panter. Kiedy wrocławianie znaleźli się w czerwonej strefie (teren między polem punktowym a 20. jardem) nie mogli sforsować defensywy rywali. W trzeciej próbie zostali jeszcze cofnięci za przewinienie, więc wybór padł na kopnięcia z pola. Ten element skutecznie wykonał Dawid Pańczyszyn podwyższając prowadzenie na 10:0. Wkrótce później przyłożenie zaliczył Rickey Stevens, zaś na ziemi ponownie znalazł się Dylan Rauch, który za długo zwlekał w miejscu nie mając do kogo posłać podania. Mimo tych sukcesów Panterom pod koniec połowy znowu zabrakło rozpędu pod polem punktowym przeciwnika i kolejne próby nie przyniosły skutku (dwa podania okazały się nieprecyzyjne a przy trzecim zabrakło skrzydłowemu pewnego chwytu). Po wyczerpaniu limitu podejść piłka przeszła w posiadanie Husarii. Gospodarze popełnili jednak fatalny błąd i zgubili futbolówkę niemal pod strefą przyłożeń na sekundy przed zakończeniem drugiej kwarty. Takiej szansy nie zmarnowały Pantery, które za sprawą Tomasza Dziedzica podwyższyły wynik.

W miarę upływu czasu Pantery grały coraz lepiej a ich ofensywa zazębiała się. Niezawodna tego dnia wrocławska obrona sparaliżowała postępy Husarii, która nie mogła znaleźć recepty na wicemistrza Topligi. Efektem tego było kolejne zgubienie piłki przez gospodarzy. Futbolówkę z ziemi podjął Deante Battle, który tym samym umożliwił kolegom z ofensywy rozpoczęcie kolejnej serii. Tę wykończył 45-jardowym biegiem rozgrywający Steven White. Szczecinianie nie byli w stanie skonstruować akcji, która zagroziłaby rywalom. Takie próby kończyły się powaleniem Dylana Raucha, przechwytem lub puntem. Piłka zaś padała łupem Panter, które bezlitośnie zamieniały potknięcia przeciwników na punkty. Tak było również i pod koniec spotkania, kiedy najpierw Husarię dobił Rickey Stevens swoim 90-jardowym biegiem a wkrótce później Tomasz Dziedzic zablokował punt zaś Mateusz Szefler nakrył toczącą się futbolówkę w polu punktowym rywali. Husaria została rozbita 51:0.

- To była jak najbardziej zasłużona porażka. Nie mieliśmy szans wygrać. Po pierwszym straconym przyłożeniu morale spadło dramatycznie. Po prostu zawiedliśmy mentalnie a szkoda, bo początek mieliśmy dobry i można było to wykorzystać. Nie uwierzyliśmy, że możemy dłużej nawiązać wyrównaną walkę. Po prostu spuściliśmy głowy i czekaliśmy na wymiar kary. Musimy o tym spotkaniu jak najszybciej zapomnieć. Trudno – przegraliśmy, ale to już się wydarzyło. Teraz najważniejsze to odbudować pewność siebie zespołu, która w tym starciu po prostu za szybko prysła – skwitował Piotr Krakowski, drugi szkoleniowiec Husarii Szczecin.

- Nie było to bardzo piękne zwycięstwo, w którym wszystko wychodziło. Musimy się jeszcze dotrzeć i zgrać. Mimo wysokiego triumfu trenerzy będą mieli z pewnością wiele do przeanalizowania i powiedzenia swoim zawodnikom. Jest wiele rzeczy do doszlifowania, żeby było znacznie lepiej. Przede wszystkim mieliśmy kadrowe problemy w korpusie skrzydłowych – dziś nie wystąpił Grzegorz Mazur i Dawid Tarczyński zaś Patryk Matkowski powrócił po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją, co przełożyło się na kilka trudności przy odbiorach. Podania Stevena White`a są dobre, ale minimalnie brakuje w nich wyczucia chwili, co wynika z jeszcze niedostatecznego zgrania – powiedział po meczu Jakub Głogowski, manager Panter.

Wśród pokonanych wyróżniał się, grający na pozycji safety, Christian Foster, zdobywca pierwszego przechwytu, który często zatrzymywał rywali mocnymi powaleniami. W ofensywie próby zdobywania jardów podejmował korpus biegaczy w składzie: Michał Szczurowski, Paweł Bęgowski, Dawid Biernat i Paweł Wroński.

W szeregach Panter błyszczał biegacz Rickey Stevens, zdobywca trzech przyłożeń, który swoimi akcjami rozbijał defensywę rywali i konsekwentnie przesuwał drużynę bliżej pola punktowego. Z dobrej strony pokazał się Konrad Starczewski, który popisywał się mocnymi rajdami i niczym taran wchodził między szczecińskich obrońców. W solidnej, dobrze funkcjonującej, wrocławskiej obronie trudno wyróżnić poszczególnych zawodników. Na słowa uznania zasłużyła cała linia defensywna a także Mateusz Szefler, który przytomnie odzyskał piłkę w polu punktowym inkasując przyłożenie i Adam Lary, który zanotował przechwyt po którym przebiegł 30 jardów.

Następny mecz Husaria rozegra 9 kwietnia również w Szczecinie, gdzie podejmie ekipę Warsaw Sharks. Pantery tego samego dnia zmierzą się we Wrocławiu z mistrzem, zespołem Seahawks Gdynia.

Husaria Szczecin – Panthers Wrocław 0:51 (0:7, 0:17, 0:14, 0:13)

I kwarta
0:7 przyłożenie Tomasza Dziedzica po 39-jardowej akcji po podaniu Stevena White`a (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)

II kwarta
0:10 26–jardowe kopnięcie z pola Dawida Pańczyszyna
0:17 przyłożenie Rickey Stevensa po 35–jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
0:24 przyłożenie Tomasza Dziedzica po 1-jardowej akcji po podaniu Stevena White`a (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)

III kwarta
0:31 przyłożenie Stevena White`a po 43–jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
0:38 przyłożenie Rickey Stevensa po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)

IV kwarta
0:44 przyłożenie Rickey Stevensa po 78-jardowej akcji biegowej
0:51 przyłożenie Mateusza Szeflera po nakryciu zablokowanej przy puncie piłki w polu punktowym Husarii (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)

Mecz obejrzało: 400 widzów.

MVP meczu: Rickey Stevens (Panthers Wrocław)

Marcin Fijałkowski
m.fijalkowski@pzfa.pl
Biuro Prasowe PLFA

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
36% do 64% (171 głosów)

TABELA

Topliga

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Panthers 8 7/1 281 14
2. Seahawks 8 7/1 138 14
3. Lowlanders 8 4/4 60 8
4. Eagles 8 5/3 144 10
5. Husaria 8 3/5 -156 6
6. Sharks 8 2/6 -165 4
7. Kozły 8 0/8 -302 0

Sonda

Która drużyna zajmie ostatnie miejsce premiowane awansem do play-offs?