Dookoła Topligi

Autor: Karol Potaś Opublikowano dnia: 12 kwietnia 2017 | Komentarze: 0

W pierwszej części cyklu przeczytacie, co na temat tej klasy rozgrywkowej piszą media. Później w ramach „kartki z kalendarza” przywołamy mecz Seahawks Gdynia z Giants Wrocław z 14 kwietnia 2013 roku (wspomnieniami dzielą się Jakub Głogowski oraz Maciej Siemaszko). Na zakończenie zaś prezentujemy historyczne miejscowości, gdzie nie ma zespołu futbolu amerykańskiego, a mimo to odbywały się tam spotkania na najwyższym poziomie ligowym.

Prasówka

Zaczynamy od relacji z derbów Wrocławia. Tam redaktor Michał Rygiel z Gazety Wrocławskiej (wydanie z dnia 11.04), w jednym z pierwszych zdań podsumowania starcia Outlaws – Panthers stwierdził:

„W sobotę na Oławce spotkała się już nie tylko polska, ale i europejska potęga oraz osłabiony zespół w swoim pierwszym sezonie na topligowych boiskach. Warto podkreślić już w tym miejscu, że to nie było słabe spotkanie w wykonaniu Outlaws, po prostu ich sąsiedzi zza miedzy są nie do zatrzymania.” Wynik 57:0 dla Panthers mówi wszystko. Mistrzowie Polski byli w tym meczu klasą dla siebie.”

„Czekają na wygraną” to relacja Głosu Szczecińskiego (wydanie z 10.04), po porażce miejscowej Husarii z Tychami Falcons. Redaktor Jakub Lisowski dodał też, że „wpływ na słaby występ Husarii w ataku miał uraz pierwszego rozgrywającego Martaya Mattox-Halla. Amerykanin grał, ale miał problemy z bieganiem.”

Media trójmiejskie ze sport.trojmiasto.pl (publikacja z 09.04) miały świadomość, że mecz Jastrzębi z Primacol Lowlanders Białystok będzie dla wicemistrzów Polski bardzo trudnym starciem. Autor „ras” zauważył: „Seahawks jeszcze nigdy nie przegrali z Lowlanders, ale białostoczanie dali się gdynianom we znaki już w zeszłym roku, gdy dwie z trzech porażek (w tym w półfinale) zanotowali różnicą zaledwie punktu. Jak się okazało, był to zwiastun przełamania tej niemocy.”

Entuzjazmu z wygranej białostoczan z Seahawks (23:13) w mojej relacji Kuriera Porannego (wydanie z 10.04) nie ukrywał jeden z głównych bohaterów spotkania - Mikołaj Pawlaczyk. Ten biegacz zainkasował w omawianym meczu pierwsze sześć oczek w barwach Podlasian.

„Bardzo czekałem na te punkty. Cieszę się, że debiutanckie przyłożenie zdobyłem przed naszymi kibicami. Pokazałem fanom, że przyszedłem do zespołu, by nie tylko być uzupełnieniem, ale też wartościowym wzmocnieniem.”

W weekend miało też miejsce bardzo oczekiwane otwarcie Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu. Mateusz Kokoszkiewicz z Gazety Wyborczej Wrocław (wydanie z 10.04) porozmawiał przy tej okazji z uczestnikiem otwarcia Zdzisławem Królem, a ten podzielił się z nim ciekawym wspomnieniem.

„Pamiętam mecz Śląska Wrocław z Liverpoolem w roku 1975. Nie działało oświetlenie. Dziś wszystko robi tu duże wrażenie”. Przy tej okazji warto wspomnieć, że futbolowa inauguracja odbędzie się 22 kwietnia. Wtedy Panthers w Pucharze Europy zmierzą się z mistrzem Austrii - Swarco Raiders Tirol.

Kartka z kalendarza
Mecz Seahawks Gdynia – Giants Wrocław z 14 kwietnia 2013 roku.

Spotkanie, które odbyło się na Narodowym Stadionie Rugby elektryzowało całą Polskę. Zarówno Seahawks jak i Giants byli wtedy niepokonani. Gospodarze wygrali dwa pierwsze starcia z Warsaw Spartans i z AZS Silesia Rebels. Natomiast Giants mieli jeden triumf – również odniesiony nad Ślązakami.

W kwietniowe popołudnie świetną partię rozgrywał biegacz Gigantów - Jamal Schulters, który zdobył trzy przyłożenia. Niewiele gorszy był „nieśmiertelny” w ekipie Seahawks – Gaweł Pilachowski. W tym meczu było wszystko za co kocha się futbol. Zmiany prowadzeń, piękne przyłożenia, efektowne akcje w defensywie i kontrowersje.

- To starcie wspominam jako słodko-gorzkie, ponieważ przypłaciłem je kontuzją obojczyka, po nieudanym pierwszym podwyższeniu. To był też pierwszy tak poważny uraz w mojej karierze. Wypadłem z gry na kilka tygodni. Ale nie mam pretensji do chłopaków z Wrocławia, bo wiem, że to było sportowe zachowanie. Miałem świadomość, że takie rzeczy w futbolu po prostu się zdarzają – wspomina Maciej Siemaszko, weteran gdynian.

Wydawało się, że wrocławianie kontrolują przebieg meczu, a ich wygrana to tylko kwestia czasu. Seahawks wykazali się jednak, nie pierwszy raz, nieustępliwością. Gospodarze odzyskali posiadanie po kontrowersyjnym fumble Bartosza Dziedzica. Gdyński rozgrywający Ferni Garza doskonale to wykorzystał, zdobył w czwartej kwarcie sześć punktów i ustalił wynik na 32:28 dla Jastrzębi.

fot. Marcin Fijałkowski/ Interception

- Złapaliśmy w tym spotkaniu mnóstwo flag i one nie pierwszy raz sprawiły, że przegraliśmy mecz, w którym spokojnie prowadziliśmy. Porażka z Seahawks była dla nas dobrą lekcją. Dzięki niej mogliśmy kilka miesięcy później świętować mistrzostwo Polski – opowiada Jakub Głogowski, prezes Giants.

Warto podkreślić imponującą liczbę widzów na obiekcie. Na Narodowym Stadionie Rugby zasiadło blisko tysiąc osób. Starcie można było też śledzić na żywo w Internecie.

- Fani mieli świadomość, że będąc na stadionie, czy oglądając relację internetową, zobaczą znakomite widowisko. Na pewno się nie rozczarowali – dodaje Siemaszko.

 Duet Maciej Siemaszko – Maciej Cetnerowski jest jednym z symboli Seahawks) fot. Marcin Fijałkowski/ Interception

Historyczne mecze w miejscach, gdzie nie ma klubu w najwyższej lidze

Futbol amerykański wiele razy gościł w ciekawych miastach. Jednym z takich miejsc była w 2006 roku Ruda Śląska, gdzie swój mecz rozgrywali Seahawks Gdynia i Warsaw Eagles. Spotkanie ligowe miało być promocją dyscypliny w rejonie. Na nieszczęście dla gospodarzy huczny debiut w mieście zepsuł rzęsisty deszcz. Na nieszczęście dla gospodarzy, mecz był rozgrywany w okresie, kiedy obficie padało.

fot. Marcin Fijałkowski/ Interception

- Kiedy dojechaliśmy autokarem na miejsce, zobaczyliśmy dwie osoby porządkowe, które zbierały wodę łopatami do taczki na środku boiska. Ten obraz mam przed oczami jakby to wczoraj – wspomina Siemaszko, występujący wtedy w Seahawks m.in. na pozycji rozgrywającego.

Boisko było tak grząskie, że po jednej akcji but Siemaszki został w błocie, ale zawodnik poruszał się dalej biegnąc... w skarpecie. Chwilę później sędzia nie mógł znaleźć ani kawałka suchego miejsca by przepisowo ustawić piłkę na boisku, więc w końcu położył ją w wodzie.

- Mimo tak trudnych warunków mecz był bardzo ciekawy, a większość punktów zdobyliśmy po akcjach podaniowych. Wracam do tego spotkania z sentymentem – dorzuca Siemaszko.

Eagles w tych okolicznościach również radzili sobie nieźle w grze górą. Rozgrywający warszawian – Jędrzej Stęszewski – wykonał m.in. dwa podania na przyłożenie.

fot. Marcin Fijałkowski/ Interception

Innym miejscem była Żórawina. Tam The Crew Wrocław zmagali się z Seahawks Gdynia, a obok odbywał się mecz piłki nożnej. Jako, że tam, gdzie piłka jest okrągła, gwiżdże się częściej niż w futbolu amerykańskim, to zawodnicy przerywali akcje myśląc, że to ich arbitrzy stopują akcję – nawet bez przyczyny. Później próby musieli powtarzać.

- To był pierwszy sezon ligi, więc można takie sytuacje zrozumieć. Dla sędziów to też była nowość – tłumaczy z uśmiechem Siemaszko.

Kolejną ciekawą lokalizacją było Puszczykowo. Tam w 2007 roku Kozły Poznań podejmowały Seahawks i jak podkreśla Siemaszko, do tamtej pory tak fizycznego spotkania jeszcze nie rozegrał. W tym meczu kontuzji nabawiło się aż pięciu kluczowych zawodników przyjezdnych – Sebastian Krzysztofek, Pilachowski, Alex Mozalewski, Krzysztof Piekarek i Jakub Muraszko.

- Padaliśmy jak muchy. Śmieliśmy się, że Kozły wzięły zaciąg z jakiejś siłowni czy więzienia. Grali strasznie fizyczny futbol. Tam nie było nic techniki ani taktyki. Samo młócenie. Zapamiętałem też zawodnika z numerem 99. Był tak okrutnie wielki, że jeden z kolegów z naszej drużyny zasugerował mu, że mecze seniorskie odbywają się boisko dalej – opowiada zawodnik Jastrzębi.

Poza tym spotkania – jako gospodarze – w najwyższej klasie rozgrywkowej, w delegacjach, organizowali jeszcze: Husaria Szczecin (Gryfin, Myślibórz), AZS Silesia Rebels  (Jaworzno i Piekary Śląskie), The Crew Wrocław (Księginice, Oleśnica, Strzelin), 1. KFA Fireballs Wielkopolska (Wronki, Aleksandrów Łodzki, Mosina, Luboń) i Eagles (Kutno, Żyrardów, a ostatnio w Ząbkach).

Zresztą ta ostatnia miejscowość stała się małym centrum futbolu amerykańskiego, bo oprócz Orłów swoje spotkania miała tam reprezentacja Polski (ze Szwecją), a w PLFA I występują Warsaw Dukes. 

 

 fot. Marcin Fijałkowski/ Interception

Karol Potaś

Biuro Prasowe

Sonda

Które zespoły zagrają w finale PLFA J-11?