Warning: file_get_contents(): https:// wrapper is disabled in the server configuration by allow_url_fopen=0 in /home/pzfa/public_html/plfa2012/klasy/LikeFacebook.class.php on line 15

Warning: file_get_contents(https://api.facebook.com/method/fql.query?query=select%20total_count%20from%20link_stat%20where%20url=%27plfa.pl/news/2625/%27&format=json): failed to open stream: no suitable wrapper could be found in /home/pzfa/public_html/plfa2012/klasy/LikeFacebook.class.php on line 15

Notice: Trying to get property of non-object in /home/pzfa/public_html/plfa2012/klasy/LikeFacebook.class.php on line 17
PLFA - Polska Liga Futbolu Amerykańskiego
 

Wywiadowca: Adam Skakowski

Autor: Piotr Bera Opublikowano dnia: 14 kwietnia 2017 | Komentarze: 0

Dlaczego zdecydowałeś się grać w futbol?

To paradoks, bo nigdy nie interesowały mnie sporty drużynowe. Zawsze trenowałem sztuki walki, przede wszystkim karate i muay thai.

Stąd boiskowa zadziorność? Biegnie na Ciebie wyższy o 30 centymetrów i ważący o 40 kilogramów więcej defensywny liniowy, a Ty walczysz o każdy jard, wręcz wydzierasz go, jakby miało zależeć od tego Twoje życie.

Wychodzę z założenia, że jeśli mocno kogoś nie uderzę, to ja oberwę jeszcze mocniej. Lepiej maksymalnie się pochylić z piłką pod pachą i dać z siebie wszystko.

Albo uciec, bo z tego co słyszałem to jesteś „Flashem” (z ang. błysk).

Lubię tego superbohatera, to najszybsza postać z komiksów, ale daleko mi do niego.

fot. Marcin Fijałkowski, Interception

Jednak założyłeś czerwone skarpetki z podobizną bohatera DC Comics na mecz z Seahawks Gdynia. I musiałeś je zakleić, bo starszyzna drużyny nie pozwoliła ich pokazywać.

Po prostu nie miałem akurat innych. Pytałem kolegów z szatni i mówili, że mogę w nich biegać. Później okazało się jednak, że jeszcze nie powinienem.

Trzeba sobie zasłużyć?

Tak i dostałem zielone światło po meczu z Seahawks, ale jeszcze poczekam. Na razie ich nie założę, bo jeszcze tej szybkości brakuje.

Adam Skakowski (20 lat, 177 cm, 86 kg) gra na pozycji biegacza w Panthers Wrocław. W 2016 r. sięgnął po mistrzostwo PLFA II, został uznany MVP finału. Przeniesiono go do głównego składu, gdzie szybko się odnalazł - w tym sezonie zdobył dwa przyłożenia; po jednym przeciw przeciw Seahawks Gdynia i Primacol Lowlanders Białystok.
karta informacyjna

Poważnie? Starcie na wyjeździe z wicemistrzem Polski i najbardziej utytułowaną drużyną dekady, a żółtodziób z PLFA II wkręca rywali w ziemię.

Stresowałem się i popełniłem wiele błędów, choć wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Dopiero w drugiej połowie zmieniłem podejście. W szatni  powiedziałem sobie, że trzeba przeć do przodu. Zdobyłem efektowne przyłożenie, wykonałem kilka ciekawych akcji. Myślę, że jak na debiutanta wyszło całkiem nieźle. To już nie jest PLFA II, trzeba dać z siebie znacznie więcej.

W kolejnym spotkaniu, z równie silnym przeciwnikiem, zagrałeś jeszcze lepiej. Drużyna wybrała Cię MVP starcia z Primacol Lowlanders Białystok.

Nie przywiązuję wagi do takich rzeczy, po prostu robię swoje. Nie chcę i nie potrzebuję przydomka „Flash”, bo to będzie powód, żeby się ze mnie pośmiać w szatni. Tak jak z Jeffa „Flasha” Thompsona z Zagłębie Steelers – lekko mówiąc to był niewypał.

Co czułeś, gdy po jesiennym zwycięstwie 21:6 nad juniorami Hamburg Huskies Nick Johansen podszedł do Ciebie i powiedział, że wystąpisz w Toplidze?

Ciarki mnie przeszły! To było jedno z ciekawszych doznań. Nie wiedziałem czy się nadaje, ale ten mecz był punktem zwrotnym. Po nim  wiedziałem, że zostanę w futbolu, bo mam do tego dryg. 

Pokazałeś to zwłaszcza w zagraniu, w którym powaliłeś pięciu czy sześciu rywali.

Na początku próbowałem bawić się we „Flasha”, unikać kontaktu i szybko biegać, takie fiku-miku. Później przeanalizowałem wszystko i rozmawiałem z trenerem, który powiedział, że to nie jest moje prawdziwe „ja” i powinienem użyć siły. Od tego czasu nie boję się kontaktu. To Nick mnie stworzył. Wiele mu zawdzięczam. Poświęca mi tyle czasu, ile potrzebuję i mogę go pytać o wszystko.

Jednak Twój styl to mieszanka siły i zwinności. Tutaj wiele zawdzięczasz nie tylko linii ofensywnej, która toruje Ci drogę, ale przede wszystkim Konradowi Starczewskiemu.

Jest dla mnie wzorem. Powala zawodników jak nikt inny, jest jak rozpędzona ciężarówka. W większości akcji podążam za Kondziem, a on robi mi przejście. Jeśli jemu się nie uda, to ja też mam trudniej. Ale najczęściej wszytko idzie dobrze, on kreuje mi ścieżki i ja lecę dalej.

A po udanej akcji dziękujesz mu przybiciem piątki. Rozumiecie się bez słów.

To prawda, choć obawiałem się tego co będzie w szatni. Przyszedł żółtodziób z PLFA II… Jednak wszyscy są bardzo mili i to owocuje. Mogę im zaufać. To jest ta wyjątkowość futbolu.

Ale przed meczem z Seahawks próbowali Cię nastraszyć Michałem Garbowskim.

Mówili, że jest wielki i podpuszczali: „Adamie, jeśli nie postawisz nam pizzałki to powiemy Garbowskiemu, że mówiłeś coś o jego mamie”.

Dałeś tę pizzę?

Orzeszki. Odpuścili, ale faktycznie Garbowski to kawał chłopa. Miałem jedno porządne starcie z nim i nie wspominam tego najlepiej. Zostałem tak mocno uderzony, że po zejściu z boiska musiałem usiąść na chwilę i odzyskać oddech. Bolało. Jednak w każdym meczu jest taka sytuacja na styku – albo ja uderzę jego, albo on mnie. Wtedy podskakuje mi ciśnienie i czuję adrenalinę, wszystko mnie napędza, żeby grać jeszcze lepiej.

fot. Marcin Fijałkowski, Interception

Trenowałeś kiedyś balet?

Nigdy w życiu.

Pytam poważnie. Twoja nagła zmiana kierunku biegu i „wykręcanie kostek” rywalom przypomina mi taniec. Była gwiazda NFL Herschel Walker regularnie ćwiczyła balet, żeby poprawić koordynację i zwiększyć wytrzymałość kolan. A w amerykańskim „Tańcu z gwiazdami” świetnie radzili sobie Antonio Brown, Calvin Johnson czy Rashad Jennings. To nie jest przypadek. Futbol może być rodzajem tańca, zwłaszcza dla biegacza.

Zaintrygowałeś mnie. Nigdy nie próbowałem baletu, ale chyba warto zobaczyć, z czym to się je. Inne style – owszem. Tańczyłem w szkole podstawowej i wyróżniałem się w grupie. To wymagający sport - trzeba być zwinnym, sprawnym i rozciągniętym.

Wszedłeś do Topligi z przytupem. Zdobyłeś przyłożenia przeciwko Seahawks i Lowlanders oraz zanotowałeś kilka świetnych akcji. Już pojawiły się głosy, że możesz zagrać dla reprezentacji Polski podczas The World Games 2017. Kadra czeka?

O tak! Mam już kupione dwa bilety na mecz Polski (śmiech). To byłby chichot losu - jestem gotów na oglądanie z trybun a może się okazać, że wyląduję na boisku. Jednak dopuszczałem do siebie możliwość, że nie będzie łatwo przez pierwsze kilka tygodni gry w Toplidze. Sam siebie zaskoczyłem i muszę się zastanowić komu mógłbym oddać te bilety. Telefon mam włączony i odbieram wszystkie połączenia.

Nawet jeśli masz napięty grafik?

Studiuję na pierwszym roku fizjoterapii na wrocławskim AWF-ie i traktuję to bardzo poważnie. Do tego trening i sen. Bardzo dużo śpię, najlepiej dziesięć godzin na dobę, ponieważ to najważniejszy etap regeneracji. To i dobre jedzenie to podstawa.

Chińszczyzna i ramen? Ponoć świetnie przyrządzasz dania z kuchni azjatyckiej.

Zwłaszcza w pikantnej wersji. Od dziecka przynosiłem do szkoły papryczkę chilli i chwaliłem się, że potrafię zjeść całą. Zawsze wygrywałem konkursy na zjedzenie takich rzeczy bez łyka wody. A ramen to danie idealne – to taki japoński rosół. Podstawą jest bulion, który gotuje się przez kilka dni. Musi być tłusty i wyrazisty. Do tego dorzuca się mięso, makaron, jajka, orzechy, glony.

Praca, jaką wykonałeś podczas rehabilitacji po kontuzji kolana przypomina dojrzewanie ramen. Najpierw wiele dni przygotowań, a później uczta, czyli powrót do gry. I to na ostro, bo od razu zdobyłeś mistrzostwo PLFA II i zostałeś MVP.

Pamiętam ten dzień… 20 września 2015 r. To był moment, gdy więzadło wisiało na małym włosku i po prostu zerwało się. Pamiętam przeprost kolana i towarzyszący mu straszny ból. To była jedna z pierwszych akcji spotkania. Bez dużego kontaktu. Później wróciłem i rozegrałem najlepszy sezon.

fot. Marcin Fijałkowski, Interception

Miałeś wtedy 18 lat, zaczynałeś karierę, a doznałeś kontuzji, która zakończyła wiele przygód ze sportem. Bałeś się, co będzie dalej?

Byłem przerażony. Zawsze myślałem, że takie rzeczy mnie nie dotyczą. Nigdy nie miałem poważnych problemów zdrowotnych, tylko wybite palce. A tu nagle wielkie bum – zerwane więzadła, co uniemożliwia trenowanie. W głowie kłębiło się mnóstwo pytań. Czy wrócę do jakiegokolwiek sportu? Czy wrócę do futbolu? Udało się jednak szybko umówić chirurga. Gdyby nie to… nie rozmawialibyśmy teraz o futbolu. Początkowo operację miałem zaplanowaną na rok od momentu odniesienia kontuzji, ale pomógł fizjoterapeuta Plaster. Dowiedział się, że zwolniło się miejsce i od razu skorzystałem.

Ugotowałeś mu za to dobre ramen?

Dałem mu whisky. I to całkiem dobrą. Świetnie się mną zajął, rehabilitacja była ważniejsza od operacji. Mam znajomych, którzy doznali podobnych kontuzji i już nie trenują. Kluby nie zajęły się nimi odpowiednio, a ja przychodzę i mam wszystko, co potrzebuję, żeby wrócić do sportu. Wykorzystałem to. Po czterech miesiącach byłem gotów do treningów.

Dlatego zdecydowałeś się na studiowanie fizjoterapii?

Dawno temu myślałem o zostaniu lekarzem. Jednak z biegiem lat stwierdziłem, że bardziej interesuje mnie układ ruchu człowieka, jego motoryka. Moja kontuzja i to, co przeżyłem podczas rehabilitacji, utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę się w tym edukować. 

Czego Ci życzyć na najbliższe miesiące?

Braku kontuzji, a ja wtedy zajmę się całą resztą. Kadra czeka.

 

Piotr Bera
p.bera@bp.plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA