Wywiadowca: Maciej Siemaszko

Opublikowano dnia: 12 maja 2017 | Komentarze: 0

Tegoroczny sezon rozpoczęliście bilansem 1-2. Ostatni raz tak słabo wystartowaliście w 2010 r.

Naprawdę było kiedyś tak źle?

Jeszcze jako Pomorze Seahawks. Wygraliście pierwszy mecz z Kozłami, a później porażki z Warsaw Eagles i Devils Wrocław.

Teraz też było gorąco i padło sporo męskich słów. Zaczęliśmy spoglądać na terminarz, co nie zdarza nam się zbyt często. Wiedzieliśmy jednak, gdzie popełniono błędy i musieliśmy je szybko naprawić, bo tegoroczny sezon jest wyjątkowo krótki. Limit pomyłek został wyczerpany.

Były spotkania na szczycie i rozmowy między zawodnikami?

Trenerzy dyskutowali między sobą, wiele do powiedzenia mieli też weterani. W końcu zmieniliśmy rozgrywającego i koordynatora ofensywy, ale to była decyzja sztabu szkoleniowego. Gracze nie mieli nic do gadania. Nam pozostało przeczekanie burzy i wzięcie się do roboty oraz pomoc w aklimatyzacji nowemu rozgrywającemu Joeyowi Bradleyowi. Nie było łatwo, bo wchłonięcie playbooka w dwa tygodnie nie jest żadną przyjemnością. Mogliśmy usiąść i płakać, ale to nie jest mentalność tej drużyny. Każdy następny pojedynek jest dla nas finałem.

Tak duże problemy z Amerykanami to też nowość w Gdyni. Zander McKean był po prostu za słaby, a Grant DePalma musiał wrócić do Stanów już po pierwszym meczu z powodu kontuzji.

Maciej Siemaszko rozpoczął karierę w 2006 r. w pierwszym sezonie PLFA. Razem z Seahawks Gdynia zdobył trzy złote i trzy srebrne medale. Występował także w reprezentacji Polski.
karta informacyjna

Jeszcze nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją. Gdyby sparingi zasygnalizowały, że jest coś nie tak z rozgrywającym, to byłoby łatwiej, ale nic takiego nie miało miejsca. Decyzja o wymianie została szybko podjęta i zaczęliśmy zwyciężać, ale prawdziwy test dopiero przed Bradleyem. Nie ujmując nikomu, ale formacje obrony Wrocław Outlaws i Warsaw Eagles nie pozwalają na weryfikację potencjału zawodnika.

W przeciwieństwie do Tychy Falcons? Gracie z nimi 20 maja w zasadzie o wszystko. Pokonany może kończyć sezon.

Starcie będzie ciężkie. Oni potrafią bronić, co pokazali przeciwko Panthers, choć wrocławian prowadził Bartek Dziedzic i ich atak nie był tak płynny jak pod dyktando Tima Morovicka. Wiele też zależy od zdrowia Shane’a Truelove’a. Bez niego sporo tracą.

W sytuacji kryzysowej brano pod uwagę Twój powrót na rozegranie?

Tylko na treningach grałem na tej pozycji, ale McKean był mocno poobijany po meczu w Białymstoku. Do żadnych poważnych rozmów nie doszło. Gdybym jednak musiał, to z pewnością bym to zrobił. Wskakuję tam, gdzie potrzebuje mnie drużyna.

fot. Marcin Fijałkowski, Interception

Grałeś wszędzie. W defensywie, w ataku, w formacjach specjalnych… tylko na linii Cię nie ustawiono.

Zawsze chciałem zostać skrzydłowym, ale przez pięć lat byłem rozgrywającym. Później w końcu dano mi szansę, ale Luke Zetazate szybko mnie z tego wyleczył – nie dogadywaliśmy się, a to on rozdzielał piłki. Przesunięto mnie do obrony i tak już zostało. Jestem jednym z nielicznych futbolistów w PLFA, którzy w jednym meczu zdobywali punkty w każdej formacji. W 2011 roku zwyciężyliśmy Lowlanders Białystok 68:0. Zanotowałem na swoim koncie przyłożenia po akcji powrotnej po przechwycie, po złapaniu podania od Luke’a i podwyższałem za jeden punkt kopnięciem z pola.

Zdobyłeś trzy złote medale PLFA, trzy srebrne, występowałeś w reprezentacji Polski, na SuperFinale w 2012 r. poznałeś Dagnę, która została Twoją żoną. Osiągnąłeś wszystko, co możliwe, a mimo to zdecydowałeś się powrócić na dwunasty sezon. Chciało Ci się?

Cierpliwości mam coraz mniej, ale jak mówi „Cetner” [Maciej Cetnerowski – przyp. red.]: dopóki futbol sprawia radość i przy okazji się zwycięża, to trzeba grać. Jednak od 2-3 lat jest znacznie trudniej znaleźć motywację. Czas poświęcam głównie rodzinie.

Tuż przed sezonem na sportową emeryturę odszedł Dawid Tarczyński, z którym przez wiele lat rywalizowałeś na boiskach PLFA. Dawid pochwalił się, że przygotowuje się do nowej roli, a Ty odpowiedziałeś, ze da się pogodzić ojcostwo z futbolem.

Wszystko da się zrobić, jeśli jest dobry plan. Moja żona lubi sport i razem jeździmy na mecze, teściowie mieszkają w Płocku i mogą nam pomóc, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Wiem jednak, że nie wszyscy tak mogą. Zresztą bez względu na wynik, to będzie mój ostatni sezon w PLFA.

I co dalej… trenerka?

Raczej nie, bo szkolenie seniorów nie sprawia mi przyjemności. A jak wcześniej wspomniałem futbol ma dawać radość. Dorośli zawodnicy mają wyuczone zachowania, to są stare konie, których się nie zmieni. Myślę o juniorach albo większym zaangażowaniu w taktykę, bo zdaniem innych ponoć dobrze ją znam. Do tego jest jeszcze tenis i golf, które uprawiam, jeśli czas pozwoli.

Ponoć w tenisa grasz lepiej niż w futbol, a futbolistą jesteś dobrym, więc Jerzy Janowicz powinien bać się o swoją pozycję.

W kasku idzie mi lepiej, ale wynika to z większego rozwinięcia tenisa, jako dyscypliny. Na krajowym podwórku nie byłbym wysoko, ale w regionie już nie narzekam. W amatorskiej lidze powiatu wejherowskiego zająłem trzynaste miejsce na 80 zawodników. Mogłem być nawet w okolicach siódmego, ale poleciałem na trzy tygodnie do USA i nie zagrałem w kilku meczach.

Podczas gry w tenisa daje o sobie znać miłość do ataku i rozgrywasz przy siatce czy raczej preferujesz hiszpańską odmianę – dobre krycie jako cornerback i długie wymiany?

Chciałbym poszaleć przy siatce, ale z braku czasu nie mam kiedy trenować woleja. Znów pozostaje defensywa i czytanie gry.

W tym zapewne pomaga Twoja fenomenalna pamięć. Legenda głosi, że Maciej Siemaszko zna każde zagranie, w którym uczestniczył. Ustawienie kolegów, rywali i przebieg.

Ludzie pamiętają kluczowe i spektakularne akcje, a ja zwracam uwagę na detale. Kto, gdzie był ustawiony, co grano i jaki był tego efekt.

  

fot. Marcin Fijałkowski, Interception

Mogę Cię sprawdzić?

Proszę.

Finał w 2008 r. we Wrocławiu. Czwarta kwarta, do końca meczu niecałe 10 minut…

Wiem, pytasz o to jak „Bambo” [Sebastian Krzysztofek – przyp. red.] pośliznął się dwa jardy przed polem punktowym. To była czwarta próba i zawaliliśmy po całości.

Przyznam, że nie o to mi chodziło, ale jak już zacząłeś…

Czwarta próba i bierzemy czas. Ustaliliśmy, że wbijamy się klinem między centrem i left guardem. Podeszliśmy do linii i „Bambo” zobaczył coś, czego sam nie dostrzegłem jako rozgrywający. Krzyknął „Betty gun”, co oznaczało u nas krótkie oddanie piłki „toss” na prawo. Sebastian złapał piłkę, chciał wyminąć zawodnika, pośliznął się i upadł przed polem punktowym. Pierwotnie mieliśmy ryć do przodu ile wlezie…

Widzisz, była jeszcze inna akcja, która zaważyła na wyniku. Odkopywałeś piłkę, a jeden z graczy Eagles wykonał kilkudziesięciojardową akcję powrotną na przyłożenie.

To był Piotrek Gorzkowski. Poszedł prawą stroną po zmyłce, gdy któryś z braci Koniusz biegł naszą lewą, ale nagle zmienił kierunek. Minąłem się jeszcze z Gorzkowskim na piątym jardzie przed polem punktowym.

To teraz coś trudniejszego. Pod koniec marca 2012 r. mierzyliście się z Devils Wrocław na wyjeździe…

…wygraliśmy 34:27, a Damian Bijan zdobył trzy przyłożenia. To było zabawne, bo skarżył się przez dwa miesiące, że Kyle McMahon nie daje mu piłek. Nagle w pierwszym starciu sezonu wygrał nam mecz.

A pomógł w tym jeden z waszych obrońców. Niecała minuta do końca meczu, Devils w ataku, spieszą się, żeby doprowadzić do dogrywki. Wtedy Krzysztof Wydrowski rzuca interception.

Peter Plesa przechwycił podanie?

To był Jakub Muraszko.

Naprawdę mnie teraz zaskoczyłeś, ale mam coś lepszego w zanadrzu. Mecz z 2008 r. z Devils we Wrocławiu. Jeden z rywali złapał za moją kratkę kasku i wykręcił mi szyję. Mocno zabolało i musiałem zejść z murawy. W takiej sytuacji „Bambo” wszedł w drugiej próbie na rozegranie. Miał podawać, ale to raczej przypominało rzut granatem w pole. Przerażony „Cetner” zadecydował, że będziemy odkopywać piłkę w trzeciej próbie. Wolał naszą obronę od ataku.

Co zrobisz, jeśli na koniec kariery sięgniesz po czwarte mistrzostwo? Zaprosisz całą drużynę na festiwal pizzy?

Ale bez ofensywnych liniowych, bo się nie wypłacę. A poważnie to pewnie będzie małe wyjście na piwo. Znamy się tyle lat, wiele razem przeszliśmy. Tego nie da się puścić w niepamięć.

Walczyliście nieraz przeciwko całej polskiej lidze. Wielokrotnie spisywano Was na straty po słabym początku, a Wy jak Włosi w piłce nożnej rozkręcacie się przed fazą pucharową.

Niestety wynika to z braku koncentracji. Niektórych graczy ciężko zmobilizować na pojedynki o mniejszym ciężarze gatunkowym niż te w pucharach. Przed playoffs razem z Danielem Piechnikiem spędzamy wiele czasu nad rozpracowaniem rywala.

Podczas SuperFinału w 2014 r. w Gdyni planowaliście rozbić Panthers Wrocław grą biegową? Nie zdobyliście ani jednego jarda podaniami.

Wykonaliśmy jedno kompletne podanie na 0 jardów do Tunde Oguna, które od razu zatrzymano. To nie był plan, żeby tak grać, ale jeśli widzisz jak rywal sobie kompletnie nie radzi, to po co wprowadzać zmiany? Przez cały finał stosowaliśmy 3-4 zagrywki biegowe, a Pantery nie wiedziały, co z tym zrobić. Zdobywaliśmy po kilka jardów i przesuwaliśmy się powoli w głąb boiska. To nie miało być piękne, tylko wygrane spotkanie. I tak też było.

 

Green Bay Packers za Vince’a Lombardiego też nie używali wielu zagrywek. Bieganie, bieganie, bieganie. Jeden z najwybitniejszych trenerów w historii NFL wychodził z założenia, że idealnie dopracowanej akcji nie można powstrzymać.

Na tym to polega. Jak idzie, to próbujesz ile się da. Panthers w tym roku też mają podobny system, jak w ostatnich dwóch latach, tylko są inni wykonawcy. Wygrali zeszłoroczny finał, a teraz jeszcze udoskonalili swoje rozwiązania. To maszyna.

Maszyna, która może po raz czwarty z rzędu powalczyć w finale z Seahawks Gdynia.

Jestem pod wrażeniem, jak od początku sezonu wyrzuca się nas z tego starcia, a po chwili wszyscy zmieniają zdanie. Nagle możemy pojawić się w SuperFinale w Łodzi i spróbować swoich sił. Ludzie oceniają nas po jednym, dwóch meczach, a powinni być nauczeni po latach, że najlepiej spisujemy się w maju i czerwcu. Nie musimy w marcu spuszczać lania wszystkim jak leci. Nie jesteśmy walcem jak Panthers, którzy chcą jak najwyżej wygrać każdy pojedynek.

Jak się uda, to znów zgolisz głowę? Jak po wygranym SuperFinale w 2012 r.

To była jednorazowa akcja. Przed finałem w 2008 r. założyłem się, że pozbędę się włosów, jak sięgniemy po złoto.

fot. Marcin Fijałkowski, Interception

Dlatego „Bambo” przefarbował się na złoty?

Zgadza się. Tego nie da się już jednak powtórzyć. Blisko 10 lat temu wszyscy byli studentami, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, byliśmy zżyci ze sobą. Teraz każdy ma rodzinę i pracę. Sama wygrana będzie prezentem.

I możliwość obwieszczenia całemu światu hasła „pozdropoćwicz”. Po finale w Gdyni zamieściłeś w internecie zdjęcie z pucharem w szatni oraz tym podpisem.

Tak jest! Panthers przez cały sezon w 2014 roku powtarzali to hasło. Po każdym wygranym przez nich meczu. W końcu stwierdziłem, że cierpliwie poczekam jak dostaną lanie. Od początku po fuzji mówili, że zaczyna się pięć lat dominacji i rywalizacja potoczy się tylko o drugie miejsce. Gdy przegrali z nami dwa finały, to przerobili hasło na „pięć lat dominacji” nie mówiąc od kiedy.

A Wy nic nie mówicie i robicie swoje.

Czy widziałeś, żeby kiedykolwiek na pasjonatach wypowiadał się Michał Garbowski? Wiele osób nawet nie wie jak wygląda. „Garbus”, „Bambo” i ja nie jesteśmy z tego pokolenia, nie potrzebujemy tego. Ci co szczekali będą szczekać nadal, a karawana jedzie dalej. Wszystko weryfikuje boisko, a nasz kochany Roman Ruta z Panthers po prostu zabija wolny czas podgrzewając atmosferę. Dzięki temu jest zabawniej.

Ola Skrzyszowka, która jest ważną częścią Jastrzębi, zawsze, gdy Cię widzi mówi „I’m watching you”. Przyznaj się, co przeskrobałeś.

To ma dwa podłoża. Pierwsze dotyczy futbolu i znaczy „czekam na Twój ruch związany z pomysłami taktycznymi”. Więcej zdradzić nie mogę, bo jeszcze gram. Z kolei drugie podłoże dotyczy mojej żony. Powiedzmy, że nasze początki były dość pagórkowate. Ola dawała mi do zrozumienia, żebym nie zrobił czegoś głupiego. Miałem być mądrzejszy i grzeczniejszy.

I byłeś?

Gdybym się nie pilnował to Dagna nie miałaby na nazwisko Siemaszko.

  

fot. Marcin Fijałkowski, Interception

Sonda

Komu będziesz kibicował w rozgrywkach PLFA J-8?