CENTRUM MECZOWE 13 maja, 2017 12:00

Kings
Kraków
14
0 I 6
7 II 6
0 III 0
7 IV 0
- OT -
12
Dukes
Warszawa
rozwiń ͮ
 

Twierdza Kraków obroniona

Autor: Marcin Szczepański Opublikowano dnia: 13 maja 2017 | Komentarze: 0

W rozegranym w sobotę 13 maja meczu ósmej kolejki PLFA I drużyna Kraków Kings pokonała na własnym boisku Warsaw Dukes 14:12. 

Mecz z przysłowiowym „przytupem” rozpoczął biegacz gości - Damian Chedy. W pierwszej akcji spotkania wykonał ponad 50-jardową akcję powrotną, sprawiając że ofensywa gości dostała bardzo krótkie boisko do pokonania. Trenerzy Dukes przygotowali na ten mecz zaskakującą taktykę - postanowili grać bez rozgrywającego, nastawiając się tylko na grę dołem. Pierwsze akcje pokazały, że to zaskoczyło rywali. Witold Szpotański i Grzegorz Kaczmarek w kolejnych akcjach skutecznie przesuwali swoją ofensywę do przodu, a całą serię sfinalizował wspomniany na wstępie Cheda, wykonując 15-jardowy bieg zakończony przyłożeniem. Goście objęli prowadzenie 6:0. 

Byliśmy mocno zaskoczeni tym jak wyszli Dukes. Analizowaliśmy ich wszystkie dotychczasowe mecze i nigdy takiej formacji nie zastosowali. Na szczęście po pierwszej serii nasz koordynator defensywy zmodyfikował nasze ustawienie i później udawało nam się wszystko zatrzymywać.
Szymon Sroka, defensywny liniowy Kraków Kings

Ofensywa Kings nie mogła wejść w mecz tak, jak krakowianie w ostatnich spotkaniach przyzwyczaili do tego swoich kibiców. A były ku temu świetne okazje. Pod koniec pierwszej kwarty, po nieudanym, 4-jardowym odkopnięciu warszawian gospodarze prowadzeni przez Filipa Mościckiego zaczęli serię na połowie rywali. Chwilę później po ponownym odkopnięciu gości świetną 25-jardową akcją powrotną popisał się Beniamin Iwanicki i dobiegł do 35. jarda po stronie rywali. Formacja ofensywy Kings weszła na boisko na jedną akcję, ponieważ pierwsze podanie Mościckiego zostało przechwycone przez Bartosza Sikorę. Chwilę później po odzyskaniu piłki przez obrońcę Patryka Jakubca formacja ataku zaczynała swoją serię w okolicach połowy boiska, tym razem kończąc ją nieudaną próbą kopnięcia piłki z pola. 

Świetnie natomiast funkcjonowała defensywa gospodarzy. Po pierwszej serii, w której rywale zaskoczyli taktyką, w kolejnych miejscowi nie pozwalali rywalom na więcej niż cztery próby. 

Na początku drugiej kwarty sygnał do ataku dał najlepszy tego dnia na boisku Filip Mościcki. Rozgrywający Kings udał, że oddaje piłkę Jackowi Kuśmierczykowi i wykorzystując jego bloki sam pobiegł z piłką. Pokonał z nią aż 32 jardy. Po chwili Mościcki wykonał w czwartej próbie perfekcyjne, 29-jardowe podanie do znajdującego się w polu punktowym skrzydłowego Beniamina Iwanickiego i Kings wyszli na prowadzenie 7:6. 

Dukes byli konsekwentni w swoich założeniach na ten mecz i kontynuowali zdobywanie pola tylko grą dołem. Najskuteczniejszą taką akcję wykonał dwie minuty przed końcem pierwszej połowy Grzegorz Kaczmarek. Biegacz gości przedarł się przez obronę Kings i pokonał z piłką aż 47 jardów. Został powalony dziesięć jardów od pola punktowego. Co nie udało mu się w tym biegu, stało się faktem dwie akcje później. Kaczmarek wbiegł w endzone i warszawianie ponownie wyszli na prowadzenie 12:7. 

Drugą połowę gospodarze rozpoczęli z nastawieniem szybkiego odrabienia strat. Świetny fragment meczu zanotował Dariusz Nizioł, który w krótkim odstępie czasu złapał trzy podania o łącznej długości 40 jardów. Swoje dołożył biegami Filip Mościcki i Kings znaleźli się dziesięć jardów przed polem punktowym. Defensywa Dukes stanęła jednak na wysokości zadania i zatrzymała przeciwników w czwartej próbie. 

Najważniejsza dla losów meczu okazała się akcja w końcówce trzeciej kwarty. Formacja ofensywna gości znajdowała się na własnym 11. jardzie. Po wznowieniu niefortunnie piłkę upuścił Witold Szpotański i pierwszym, który do niej dopadł był Liniowy Kings Szymon Sroka. Filip Mościcki wykonał cztery skuteczne biegi środkiem i Kings ponownie objęli prowadzenie. Było 14:12 dla gospodarzy. 

Na cztery minuty przed końcem meczu błąd popełnił rozgrywający krakowian Podczas próby rzutu wyślizgnęła mu się piłka - należy zaznaczyć, że końcówka meczu toczyła się w strugach rzęsistego deszczu - i spadła prosto w ręce zawodnika liniowego gości. Jakby tego było mało, po chwili zawodnik gospodarzy popełnił faul łapiąc za kratkę na kasku przeciwnika, a to oznaczało stratę 15 jardów. Formacja ataku Dukes miała zatem zaledwie 25 jardów do pola punktowego. Po dwóch nieudanych akcjach biegach warszawian, na boisku po raz pierwszy w tym meczu pojawił się ich rozgrywający Daniel Krawiec. W decydującym momencie, wykonując czwartą próbę idealnie obsłużył 18-jardowym podaniem Witolda Szpotańskiego, przenosząc grę na siódmy jard rywali. Po tym zagraniu trenerzy Dukes ponownie wrócili do gry bez rozgrywającego. W czterech próbach defensywa Kings została cofnięta zaledwie o pięć jardów, a to oznaczało, że wygrana i komplet punktów pozostanie w Krakowie. 

- Byliśmy mocno zaskoczeni tym jak wyszli Dukes. Analizowaliśmy ich wszystkie dotychczasowe mecze i nigdy takiej formacji nie zastosowali. Na szczęście po pierwszej serii nasz koordynator defensywy zmodyfikował nasze ustawienie i później udawało nam się wszystko zatrzymywać. Później tylko raz udał im się długi bieg  - przy drugim przyłożeniu  - powiedział Szymon Sroka, defensywny liniowy Kraków Kings. 

- Przed tym meczem dopadła nas plaga kontuzji. Wśród kontuzjowanych znalazł się między innymi nasz drugi rozgrywający, dlatego nasza ofensywa wyglądała dzisiaj trochę inaczej niż zwykle. Przez braki w składzie nie mogliśmy w końcówce meczu wykonać kopnięcia z pola, gdy piłka była na trzecim jardzie. Nasz long snapper pełnił dzisiaj rolę kopacza. Ta sytuacja spowodowała ogromną motywację w drużynie. Defensywa zagrała bardzo dobry mecz. Pomimo porażki jestem dumny z moich chłopaków - powiedział Phillip Dillon, trener Warsaw Dukes. 

Świetną robotę w tym meczu wykonała defensywa Kings prowadzona przez Szymona Srokę oraz Jarosława Satkowskiego. Zaskoczona przez przeciwników taktyką potrzebowała jednej przerwy między seriami by skutecznie skorygować swoją grę. Aż sześć serii ofensywnych rywali kończyło się po czterech próbach. Na wyróżnienie w drużynie Kings zasługuje również Filip Mościcki. Rozgrywający gospodarzy popisał się kilkoma widowiskowymi podaniami (łącznie w ten sposób zdobył 89 jardów) - w tym jednym na przyłożenie. W ważnych momentach brał na siebie ciężar gry biegowej, zdobywając cenne pierwsze próby. Łącznie pokonał z piłką aż 98 jardów. Najwięcej jardów po podaniu zdobył Dariusz Nizioł - 40. 

W drużynie gości wyróżnić należy tego, który w tym dniu odpowiadał za kreowanie gry, czyli Witolda Szpotańskiego. To on najczęściej biegł z piłką lub oddawał ją Grzegorzowi Kaczmarkowi i Damianowi Chedzie. On też złapał jedyne w tym spotkaniu i jakże ważne podanie. Kaczmarek i Cheda zaliczyli po przyłożeniu, zdobywając w całym meczu biegiem odpowiednio 69 i 26 jardów. 

Kolejny mecz Kraków Kings rozegrają 20 maja w Łodzi z Wilkami. Dzień później Warsaw Dukes podejmować będą Silesia Rebels.
 

Kraków Kings - Warsaw Dukes 14:12 (0:6, 7:6, 0:0, 7:0) 

I kwarta
0:7 przyłożenie Damian Chedy po 15-jardowej akcji biegowej 

II kwarta
7:6 przyłożenie Beniamina Iwanickiego po 29-jardowej akcji po podaniu Filipa Mościckiego (podwyższenie za jeden punkt Marcin Masłoń)
7:12 przyłożenie Grzegorza Kaczmarka po 3-jardowej akcji biegowej 

IV kwarta
14:12 przyłożenie Filipa Mościckiego po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Marcin Masłoń) 

MVP meczu: Szymon Sroka (defensywny liniowy Kraków Kings) 

Mecz obejrzało 250 widzów.

 

Marcin Szczepański
m.szczepanski101@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
72% do 28% (59 głosów)

TABELA

Grupa Południowa

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Kings 8 8/0 171 16
2. Dukes 8 4/4 100 8
3. Rebels 8 4/4 -19 8
4. Wilki 8 4/4 20 8
5. Lions 8 0/8 -272 0

Grupa Północna

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Sharks 8 8/0 266 16
2. Lakers 8 5/3 -4 10
3. Kozły 8 4/4 -22 8
4. Rhinos 8 2/6 -96 4
5. Archers 8 1/7 -144 2

Sonda

Które zespoły zagrają w finale PLFA J-11?