Po 1. kolejce PLFA II - grupy północna i wschodnia

Autor: Dawid Biały Opublikowano dnia: 27 czerwca 2017 | Komentarze: 0

W miniony weekend rozegrano pierwszą kolejkę PLFA II. Zwycięstwa w grupach północnej oraz wschodniej odnieśli Crusaders Warszawa, Tytani Lublin, a także Angels Toruń. 

TJ na szóstkę z plusem
Green Ducks Radom - Crusaders Warszawa 12:48 

Zielone Kaczory przygotowały idealne otwarcie drugoligowej rywalizacji. Friday Night Lights, czyli mecz rozgrywany w piątkowy wieczór przy sztucznym oświetleniu przyciągnął na trybuny blisko pół tysiąca widzów. Były konkursy, efektowna oprawa, ale organizatorom zabrakło najważniejszego elementu futbolowego święta - zwycięstwa gospodarzy. Ubiegłoroczne efektowne tryumfy nad Krzyżowcami wlewały w serca radomskich kibiców sporo optymizmu. Tym razem jednak warszawscy przeciwnicy mieli  w swoim składzie wszechstronnego Timothy'ego Richardsona. Natchniona gra amerykańskiego zawodnika szybko pozbawiła Green Ducks złudzeń. 

Już w pierwszej kwarcie Richardson aż trzykrotnie zameldował się w polu punktowym rywala. Za każdym razem miało to miejsce po długiej akcji biegowej. Do tego wszystkie przyłożenia Krzyżowcy osładzali sobie skutecznymi podwyższeniami po kopnięciach Aleksandra Powara. W drugiej kwarcie obraz gry nie ulegał zmianie. Crusaders zaliczyli kolejny touchdown, tym razem po podaniu TJ'a do Mariusza Grześko. Green Ducks zdołali odpowiedzieć po ładnej akcji Ernesta Seweryna, ale chwilę później znów swoją magię zademonstrował Richardson. Po zmianie stron niekwestionowany MVP spotkania dołożył jeszcze dwa przyłożenia. Pierwsze z nich za sprawą akcji powrotnej po wykopie, a drugie... po przechwycie. Gospodarze zapunktowali na otarcie łez za sprawą Michała Podkowy, ale nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki z doskonale dysponowanymi Crusaders. Reprezentanci Warszawy zwyciężyli wysoko, 48:12. 

- Naszego zespołu nie można skreślać już na starcie. Połączenie dużej dawki świeżej krwi oraz doświadczenia kluczowych zawodników prędzej, czy później przyniesie efekty. Mecz otwarcia pokazał, że przed nami sporo pracy. Nie zaprezentowaliśmy się z najlepszej strony i w następnych spotkaniach będziemy chcieli udowodnić, że stać nas na dużo więcej. Niekorzystny wynik zadziałał na zespół bardzo motywująco - powiedziała Natalia Domagała wiceprezes Green Ducks Radom. 

- Przez całą przerwę zimową pracowaliśmy bardzo intensywnie. Udane rekrutacje, kilka zgrupowań oraz seria meczów przedsezonowych dały nam pewność, że jesteśmy gotowi do startu rozgrywek. Naszą drużynę wzmocnił doświadczony TJ Richardson, który do klubu dołączył już w maju. Idealnie pasuje do składu i może pomagać nam grając na wielu pozycjach. W starciu z Green Ducks punktował wielokrotnie, co jest też zasługą świetnych bloków całej ofensywy. Naszym celem jest idealny mecz bez błędów, a do jego realizacji jeszcze sporo brakuje. Wygrana motywuje nas do dalszej pracy. Koncentrujemy się na tym, aby z treningu na trening prezentować wyższą formę - powiedział Olaf Werner, trener główny Crusaders Warszawa.
 

Green Ducks Radom - Crusaders Warszawa 12:48 (0:21, 6:13, 0:7, 6:7) 

I kwarta
0:7 przyłożenie Timothy'ego Richardsona po 35-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Aleksander Powar)
0:14 przyłożenie Timothy'ego Richardsona po 25-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Aleksander Powar)
0:21 przyłożenie Timothy'ego Richardsona po 50-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Aleksander Powar)

II kwarta
0:28 przyłożenie Mariusza Grześko po 50-jardowym podaniu Timothy'ego Richardsona (podwyższenie za jeden punkt Aleksander Powar)
6:28 przyłożenie Ernesta Seweryna po 6-jardowej akcji biegowej
6:34 przyłożenie Timothy'ego Richardsona po 30-jardowej akcji biegowej 

III kwarta
6:41 przyłożenie Timothy'ego Richardsona po 90-jardowej akcji powrotnej po wykopie(podwyższenie za jeden punkt Aleksander Powar) 

IV kwarta
12:41 przyłożenie Michała Podkowy po 23-jardowym podaniu Ernesta Seweryna
12:48przyłożenie Timothy'ego Richardsona po 25-jardowej akcji powrotnej po przechwycie (podwyższenie za jeden punkt Aleksander Powar) 

Mecz obejrzało 500 widzów. 

MVP meczu: Timothy Richardson Jr. (rozgrywający Crusaders Warszawa) 

 

Różnice pomiędzy PLFA I i II
Rzeszów Rockets - Tytani Lublin 0:21 

Swój drugi sezon w PLFA II Rakiety rozpoczęły meczem przed własną publicznością. Ich rywalem był doświadczony spadkowicz z pierwszoligowego frontu, Tytani Lublin. W jednej i drugiej drużynie nastąpiły zauważalne zmiany, co miało spory wpływ na ich sobotnią postawę. Największym osłabieniem gospodarzy był brak Joshuy Rossa, który przed rokiem prowadził rzeszowski atak. Klub nie zgromadził niestety wystarczających funduszy, aby przedłużyć kontakt doświadczonego rozgrywającego i jego obowiązki zostały przejęte przez Marka Kwokę. Kluczowa zmiana na pozycji dyrygenta ofensywy w połączeniu z wymagającą obroną Tytanów przysporzyły Rakietom sporo problemów. 

Starcie na wschodzie kraju już w początkowej fazie pokazało, że jedni i drudzy lwią część zimowych przygotowań przeznaczyli na szlifowanie zagrywek obronnych. Po stronie Tytanów szalał pierwszoroczniak, Kamil Szalak, a wśród gospodarzy wyróżniał się Paweł Gajzler. Inauguracyjne przyłożenie zostało zdobyte dopiero w drugiej kwarcie. Pierwszy poważniejszy błąd defensywy Rockets wykorzystał Paweł Burył, który po podaniu Mateusza Majewskiego pognał w stronę pola punktowego rywala. Udana akcja wyraźnie uskrzydliła atak gości, których zagrywki stały się zdecydowanie skuteczniejsze. Po zmianie stron Tytani konsekwentnie powiększali swoją przewagę. Najpierw około 30-jardowe kopnięcie na punkty zamienił Marcin Marzec, a następnie kolejne podanie na przyłożenie wykonał Majewski. Tym razem jego celem był Michał Kramarz. Wynik ustalił po akcji biegowej Maciej Szymczak. Tytani zwyciężyli pokazując, że na drugoligowym poziomie nie zamierzają pozostać długo. Spotkanie zakończyło się rezultatem 0:21 dla lublinian. 

- Chciałbym pochwalić cały zespół za zaangażowanie, jakie włożył w ten mecz. Nie traktujemy tej porażki jako dramatu. Pokazaliśmy, że z doświadczonym przeciwnikiem możemy nawiązać równą walkę. Nasza ofensywa potrzebuje trochę czasu, aby zdobyć niezbędne doświadczenie. Obrona kierowana przez Mateusza Kuca już teraz pozwala nam walczyć o zwycięstwo w każdym spotkaniu. Wiedzieliśmy, że to będzie ciężkie starcie z ogranym rywalem. Nie udało się zwyciężyć, ale wiemy co będzie głównym tematem naszych najbliższych treningów – powiedział Michał Tittnger, prezes Rzeszów Rockets. 

- Poziom gry w PLFA I i II jest diametralnie różny. Jeszcze przed sezonem słyszeliśmy głosy, że wiodącymi siłami w grupie wschodniej będą Crusaders, Green Ducks i Rockets. Już pierwsze mecze to zweryfikowały. Tym bardziej, że największym wrogiem w meczu w Rzeszowie byliśmy... my sami. W pierwszej połowie mieliśmy aż pięć strat w ofensywie. Całe szczęście nasza defensywa po prostu robiła swoje. Dzięki temu mogliśmy się trzymać planu gry i cały czas męczyć rywali grą biegową, przeplataną coraz lepszymi podaniami. To zaowocowało w drugiej połowie nieco bardziej okazałą zdobyczą punktową. Na razie nie czujemy się faworytami. To tylko jedno zwycięstwo i chociaż po prawie dwóch latach posuchy smakuje doskonale, to nie możemy pozwolić, żeby uderzyło nam do głów. Musimy robić swoje – powiedział Andrzej Jakubiec, koordynator ofensywy Tytanów Lublin. 

Rzeszów Rockets - Tytani Lublin 0:21 (0:0, 0:6, 0:9, 0:6) 

II kwarta
0:6 przyłożenie Pawła Buryła po 50-jardowym podaniu Mateusza Majewskiego 

III kwarta
0:9 30-jardowe kopnięcie Marcina Marca
0:15 przyłożenie Michała Kramarza po 12-jardowym podaniu Mateusza Majewskiego 

IV kwarta
0:21 przyłożenie Macieja Szymczaka po 4-jardowej akcji biegowej 

Mecz obejrzało 300 widzów. 

MVP meczu: Mateusz Majewski (rozgrywający Tytanów Lublin) 

 

Defensywna batalia dla Aniołów
Angels Toruń - Mustangs Płock 20:0 

Jedyny mecz jaki w pierwszej kolejce rozgrywały drużyny z grupy północnej był starciem, w którym na pierwszym planie zaprezentowały się formacje defensywne. Kibice zgromadzeni na trybunach w Toruniu byli świadkami ostrego i twardego spotkania „dla koneserów”. Anioły i Mustangi spotkały się po raz pierwszy w ligowej historii, ale zaangażowanie zawodników mogłoby sugerować, że mamy do czynienia z rywalizacją trwającą od lat. Nie brakowało męskich wymian zdań, a także niedozwolonych ciosów. Kulminacją była dyskwalifikacja jednego z zawodników Mustangs. Jedni i drudzy wzięli udział w prawdziwej wojnie. 

Pierwsza połowa zakończyła się rzadko spotykanym rezultatem 0:0. Wśród Mustangów nieźle spisywał się Damian Żurawski. Zdecydowanie gorzej wiodło się linii ofensywnej, której w skutecznej grze przeszkadzał wyraźny brak zgrania. W przerwie Anioły dokonały kilku kluczowych korekt w ustawieniu formacji ataku. Pomysły gospodarzy zaskoczyły reprezentantów Płocka, którzy pozwolili na zdobycie przyłożenia Michałowi Podobieńskiemu. W czwartej kwarcie rozgrywający gospodarzy jeszcze raz wpisał się do protokołu punktujących, za sprawą efektownej 30-jardowej akcji biegowej. Mustangi musiały zaryzykować, a błąd ich ofensywy wykorzystał najlepszy zawodnik meczu, Maciej Biesiadziński. Gracz trzeciej linii obrony Aniołów zdołał przechwycić piłkę i zaliczył powrót na przyłożenie, który był ozdobą spotkania. Trzeci touchdown był „kropką nad i”, ukoronowaniem znakomitej postawy całej toruńskiej defensywy. 

- Nie ukrywam, że w pierwszej połowie Płock mocno zatrzymywał nasz atak. Doskonale znali zagrywki, jednak zmiany w drugiej połowie, pozwoliły nam na powolne, ale systematyczne zdobycze jardowe. Wygraliśmy dzięki doskonałej grze naszej defensywy, która idealnie wykonywała założenia przedmeczowe i wielokrotnie zatrzymywała ofensywę Płocka jeszcze przed linią wznowienia akcji. Dzięki temu ofensywa mogła często wracać na boisko, aby zdobyć upragnione punkty. W tak wyrównanych meczach wygrywa zespół, który popełni mniej małych błędów. W tym przypadku byliśmy to my.  - powiedział Hubert Pińczak, prezes Angels Toruń. 

- Zagraliśmy słabo, zdecydowanie poniżej naszych możliwości. Toruń nie pokazał nic wyjątkowego i to nie oni wygrali, tylko my przegraliśmy. Wyciągniemy wnioski i teraz będzie tylko lepiej. Nie możemy się doczekać rewanżu na naszym terenie w Płocku - powiedział Paweł Kęsy, trener główny Mustangs Płock. 

Angels Toruń – Mustangs Płock 20:0 (0:0, 0:0, 7:0, 13:0) 

III kwarta
0:7 przyłożenie Michała Podobieńskiego po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dariusz Nowak 

IV kwarta
0:13 przyłożenie Michała Podobieńskiego po 30-jardowej akcji biegowej
0:20 przyłożenie Macieja Biesiadzińskiego po 45-jardowej akcji powrotnej po przechwycie (podwyższenie za jeden punkt Dariusz Nowak) 

Mecz obejrzało 300 widzów. 

MVP meczu: Maciej Biesiadziński (zawodnik trzeciej linii obrony Angels Toruń)

 

Dawid Biały
dawidbialy@gazeta.pl
Biuro Prasowe PLFA

Sonda

Które zespoły zagrają w finale PLFA J-11?