Przed 5. kolejką PLFA II - grupy północna i wschodnia

Autor: Dawid Biały Opublikowano dnia: 27 lipca 2017 | Komentarze: 0

W najbliższy weekend piątą kolejkę spotkań rozegrają drużyny grupy północnej i wschodniej PLFA II. W sobotę Angels zmierzą się z Seahawks B. W niedzielę Aviators zagrają z Rockets, Mustangs z Patriotami, a Tytani z Green Ducks.

Anielsko Jastrzębi rewanż

Angels Toruń - Seahawks Gdynia B 

Data i godzina: 29 lipca, godz. 16:00
Stadion: Boisko Pomorzanina, Szosa Chełmińska 75, Toruń 
Bilety:  5zł, dla dzieci i młodzieży do 15 roku życia wstęp wolny

Przed dwoma tygodniami obydwie ekipy mierzyły się w deszczowej aurze na murawie Narodowego Stadionu Rugby w Gdyni. Mecz był twardy i bardzo wyrównany. Obaj rywale mieli swoje szanse na końcowy tryumf, ale finalnie lepsze okazały się Anioły. Jastrzębie musiały pogodzić się z trzecią porażką z rzędu, co biorąc pod uwagę, że każdy z północnych rywali ma już po dwa zwycięstwa nie jest idealnym scenariuszem. Rezerwy wicemistrza Polski nie grają o awans, więc wyniki nie są dla niego aż tak istotne. Mimo to trzecia porażka z rzędu boli, a wśród zawodników panuje wielka motywacja do odwrócenia złej serii. Reprezentanci Torunia są równie mocno nakręceni przed sobotnim starciem. Liczą się w walce o playoffs i nie zamierzają tego zmieniać.

- Przerwa pomogła nam przede wszystkim podleczyć kilka drobnych urazów. Spodziewamy się równie wyrównanego meczu, jak w Gdyni, ze względu na kilka braków kadrowych uzasadnionych sprawami prywatnymi. Zdecydowanie wolelibyśmy grać pełnym składem, ale cała sytuacja może uatrakcyjnić widowisko i ucieszyć kibiców. Na pewno będą spore emocje z wynikiem na styku – powiedział Hubert Pińczak, prezes Angels Toruń.

Anioły mierzyły się z Jastrzębiami już dwukrotnie. Obydwa mecze zostały rozegrane w trójmieście i obydwa na swoją korzyść rozstrzygnęli goście. Toruń najwyraźniej znalazł sposób na drużynę Seahawks B, ale na pewno nie może szykować się na łatwą przeprawę. Jastrzębie rozkręcają się z meczu na mecz, a ich młodzi zawodnicy nabierają niezbędnego doświadczenia. Z każdą kolejką gra się z nimi trudniej i nie można upatrywać w nich łatwego rywala. Gdyńscy defensorzy Adam Roszkowski i Arkadiusz Cieślok znakomicie pokazali się podczas The World Games. Ich występ z pewnością pozytywnie przełoży się na zaangażowanie młodych następców reprezentantów Polski.

- Jesteśmy gotowi i zmotywowani do rewanżu. Popracowaliśmy nad lepszym czytaniem gry przez naszego rozgrywającego. Starcie powinno być ciekawe dla kibiców, gdyż na pewno Toruń pokaże coś nowego, a i my mamy pewne smaczki w zanadrzu. Przerwa pozwoliła poradzić sobie z mniej poważnymi urazami i nabrać trochę powietrza przed meczem. Mamy jeszcze solidne treningi przed sobą, więc jestem dobrej myśli - powiedział Lev Davydovsky, trener główny Seahawks Gdynia B.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Aviators Mielec – Rockets Rzeszów

Data i godzina: 30 lipca, godz. 12:00
Stadion: ul. Warszawska 5, Mielec 
Bilety:  wstęp wolny

Przed Lotnikami drugi mecz na własnym terenie. W poprzednim Aviators mierzyli się z bardzo doświadczonymi Tytanami i nie zdołali sprawić niespodzianki. Młoda drużyna z Mielca nie ukrywa, że traktuje rozgrywki szkoleniowo. Zamierza nabrać możliwie najwięcej doświadczenia, które zaprocentuje w przyszłości. Nie zmienia to faktu, że rozwija się, czego wyraźnym przejawem było zdobycie pierwszego przyłożenia. Lotnicy zdołali zapunktować przed dwoma tygodniami w Radomiu i choć zaliczyli kolejną wysoką porażkę, to wracali do domu w dobrych nastrojach. Mają wielką chęć na dalsze zdobycze coraz skuteczniejszego ataku.

- Większość kontuzji została wyleczona, lecz niestety kilku zawodników musiało zakończyć już swój sezon. Pomimo okrojonego składu postaramy się mocno powalczyć i znów zameldować się w polu przyłożeń. W Radomiu udowodniliśmy, że potrafimy i mamy ochotę na więcej – powiedział Jakub Gawryś, trener główny Aviators Mielec.

Rakiety zajmują aktualnie trzecie miejsce na drugoligowym wschodzie. Mają na swoim koncie wyraźne porażki z faworytami i równie wyraźną wygraną w meczu gdzie sami stawiani byli w roli prawdopodobnego zwycięzcy. To ważne, aby drużyna prezentowała ustabilizowaną formę pozwalającą na rozstrzyganie na własną korzyść potencjalnie „łatwych meczów”. Mecz w Mielcu zalicza się do tej kategorii, ale jest również starciem derbowym na Podkarpaciu, co nieco zaostrza jego smak. Kibice oczekują wysokiej wygranej Rockets, ale grający przed własną widownią rywale na pewno nie odpuszczą bez walki. Mimo wszystko, aby zachować szanse na playoffs rzeszowianie będą się musieli namęczyć.

- Wchodzimy w najważniejszy dla nas okres sezonu, ponieważ nadal jesteśmy w grze o play-offs. Mecz z Aviators powinien być teoretycznie trochę łatwiejszy ale ani nam, w głowie lekceważenie przeciwnika. Obecny okres traktujemy jako przygotowanie do dwóch następujących szybko po sobie meczy (30.07 w Mielcu i 6.08 w Lublinie). Pojedynki z Radomiem oraz w Warszawie zmusiły nas do korekty ustawień oraz zmian personalnych, które będą widoczne już w pojedynku z Aviators. Atmosfera w zespole jest bardzo dobra, wiemy o co gramy. Jako derby Podkarpacia mecze z rywalem z Mielca zawsze niosą ze sobą dodatkowy wymiar rywalizacji o prymat w regionie, a to powoduje, że my na pewno podejdziemy do meczu odpowiednio zmotywowani– powiedział Michał Tittinger, prezes Rockets Rzeszów.

Kluczowa batalia na północy

Mustangs Płock - Patrioci Poznań

Data i godzina: 30 lipca, godz. 13:00
Stadion: Stadion KS Stoczniowiec, ul. Kolejowa 3, Płock 
Bilety:  wstęp wolny

W meczu czwartej kolejki Mustangi zaskoczyły Patriotów na ich terenie. Gospodarze zorganizowali efektowny amerykański piknik i ściągnęli na stadion w Golęcinie potężną ilość kibiców. Ich wsparcie nie wystarczyło do pokonania ambitnych zawodników z Płocka. Mustangs rozkręcają się z meczu na mecz i po cichu wyrastają na północnego faworyta. Druga z rzędu wygrana nad futbolistami z Poznania pozwoliłaby im mocno zbliżyć się do pierwszego miejsca w grupie, a także do upragnionego awansu do playoffs. Mogą liczyć na głośny doping płockiej widowni. W niedzielę liczy się dla nich tylko zwycięstwo.

- Atmosfera w klubie nie obfituje w wielkie fajerwerki. Wiemy, że wygrana jest cenna, ale tak naprawdę dopiero najbliższe dwa mecze zadecydują o tym czy sezon będzie udany. Jesteśmy młodą drużyną. Udało się nam zbudować ciekawy skład, ale to nie jest maksimum naszych możliwości. W Płocku nie przegramy w tym roku! Chcemy wygrać wszystko do końca sezonu i zagrać w finale. Jeśli nie uda się, to nic się nie stanie. Mamy czas na dalszy progres, a Mustangs których stworzyliśmy są programem długofalowym. Nie skupiamy się na małych potknięciach– powiedział Paweł Kęsy, prezes Mustangs Płock.

Patrioci byli autorami najbardziej efektownego otwarcia spośród niemal wszystkich drużyn grających w PLFA 2. Na początek wysoko pokonali Seahawks B, a później równie bezproblemowo poradzili sobie z Angels. Wydawało się, że na wszechstronny poznański atak trudno będzie znaleźć receptę, a tymczasem świetnie ograniczyły go Mustangi. Fizycznie grający płocczanie rozpoczęli znakomicie, ale w drugiej połowie Patrioci punktowali już w tempie znanym z dwóch pierwszych spotkań. Obserwatorzy drugoligowej rywalizacji zastanawiają się, czy słaby start meczu z Mustangami był tylko wypadkiem przy pracy, czy też efektem świetnego przygotowania rywala. Niedzielne starcie powinno przynieść wiążącą odpowiedź i rozjaśnić sytuację w północnej czołówce.

- Porażka w poprzednim meczu to już przeszłość, myślimy teraz tylko o najbliższym spotkaniu. Mieliśmy wystarczająco czasu na poprawienie błędów. Wpadki podobne do ostatniej są bolesne, ale też dużo uczą. Gra pod presją odkryła nasze słabe strony nad którymi pracowaliśmy ostatnie dni. Jesteśmy na 110% gotowi na niedzielną batalię w Płocku. Każdy z nas Patriotów ma coś sobie do udowodnienia jako jednostka ale też jako drużyna! Pokażemy że ostatni mecz to wypadek przy pracy– powiedział Damian Banaszak, defensywny liniowy Patriotów Poznań.

Ostatnia szansa Kaczorów

Tytani Lublin - Green Ducks Radom

Data i godzina: 30 lipca, godz. 13:30
Stadion: Stadion Żużlowy, Al. Zygmuntowskie 5, Lublin 
Bilety:  wstęp wolny

Pierwszoligowy spadkowicz pewnie radzi sobie na boiskach PLFA II. Terminarz ułożył się dla niego przyjaźnie i jako jedna z niewielu drużyn ma na swoim koncie zaledwie dwa rozegrane mecze. Obydwa zakończyły się pewnymi zwycięstwami. Co warte podkreślenia Tytani są jedynym klubem, który w bieżących rozgrywkach nie stracił jeszcze punktów. To wspaniałe osiągnięcie, które reprezentanci Lublina będą chcieli kontynuować również w najbliższy weekend. Spokojne, przemyślane przygotowania oraz wielu utalentowanych zawodników. To recepta, która ma przynieść drużynie sukces w postaci powrotu w pierwszoligowe szeregi.

- Nastroje po przerwie spowodowanej The World Games są bojowe. W drużynie panuje atmosfera oczekiwania, bo w najbliższych trzech tygodniach czekają nas aż trzy mecze. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że stawką tych potyczek będzie awans do playoffs. Brak kontuzji sprawia, że na ten mini-maraton patrzymy z dużym optymizmem, ale jak zawsze jesteśmy ostrożni i staramy się przygotować jak najlepiej. O tym, czy było łatwo będzie można porozmawiać dopiero po meczu z Green Ducks. Dla nas najważniejsze jest teraz, że wciąż jest w nas wielki głód, którego pojedyncze wygrane na pewno nie nasycą– powiedział Andrzej Jakubiec, koordynator ofensywy Tytanów Lublin.

Zielone Kaczory mocno poprawiły sobie humory domową wygraną nad Aviators. Pozwoliły co prawda rywalowi na zdobycie pierwszego przyłożenia, ale i tak zdołały wypracować ponad bardzo wysoką przewagę. Atak zdobył mnóstwo punktów, a wierni fani otrzymali wiele powodów do radości. Green Ducks mają chęć na kolejne zwycięstwa, ale tym razem trudno stawiać ich w roli faworytów. Tytani zagrają dopiero pierwszy mecz przed własną publicznością, co sprawia, że będą podwójnie zmotywowani. Radomianie mają jeszcze matematyczną szansę na playoffs, jednak aby ją utrzymać nie mogą pozwolić sobie na porażkę. Przed nimi ekstremalnie skomplikowany test.

- Mecz z Tytanami to dla nas kolejna czysta karta. Pierwsza wygrana w sezonie dodała całemu zespołowi wiatru w żagle i zmotywowała do dalszej pracy. Lublin na pewno postawi cięższe warunki niż Mielec, dlatego jesteśmy nastawieni na twarde spotkanie i walkę do ostatnich sekund. Duże, jak na drugą ligę, natężenie spotkań dało się we znaki naszemu zespołowi, który w większości składa się z pierwszoroczniaków i to nieco przełożyło się na urazy. Na szczęście do meczu przystąpimy w pełnym składziepowiedziała Natalia Domagała, wiceprezes Green Ducks Radom.

Dawid Biały
dawidbialy@gazeta.pl
Biuro Prasowe PLFA