Po 4.kolejce PLFA J-11

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 28 września 2017 | Komentarze: 0

Za nami czwarta kolejka zmagań w lidze PLFA J-11. W miniony weekend swoje mecze rozgrywały trzy grupy, a zwycięsko ze swoich spotkań wychodziły zespoły z Poznania, Białegostoku, Warszawy i Tychów.

Grupa Zachodnia
Bydgoszcz Archers vs. Kozły Poznań

Niedzielnym spotkaniem Łucznicy zainaugurowali sezon PLFA J-11 na bydgoskim terenie. Pomimo porażki w pierwszym meczu przeciwko Patriotom, do spotkania z Kozłami podchodzili bez kompleksów z pozytywnym nastawieniem. Wynik 38:40 pokazał imponujące możliwości ofensywne zespołu, ale i też potrzebę intensywniejszej pracy w szykach obronnych. Natomiast przyjezdni w starciu z toruńskimi Aniołami stracili zaledwie dwa punkty, lecz mając problemy z regularnym przesuwaniem znacznika pierwszej próby w ataku. Rywalizacja w Bydgoszczy zapowiadała się zatem bardzo interesująco. Zabójczo skuteczny atak miał się sprawdzić przeciwko najlepszej defensywie w grupie, a obrona Łuczników chciała udowodnić sobie i postronnym kibicom, że jest w stanie mocniej oprzeć się rywalowi.

Już pierwsza połowa zweryfikowała układ sił w tym starciu. Goście otworzyli wynik spotkania już w pierwszej akcji powrotnej, kiedy to Antoni Idziak pomknął wzdłuż linii bocznej boiska zostawiając wszystkich przeciwników daleko w tyle. Formacja ofensywna gospodarzy, prowadzona przez Jakuba Kubackiego, od razu starała się odrobić straty spowodowane błędem w koncentracji swoich kolegów, lecz przeciwko dobrze zorganizowanej obronie przesuwanie piłki po boisku okazało się znacznie trudniejsze niż w pierwszym spotkaniu. Akcje z udziałem Szymona Płóciennika oraz Bartosza Kuczkowskiego zostały bardzo skrupulatnie przeanalizowane przez sztab trenerski z Poznania. Defensywa skutecznie zagęszczała pole na linii wznowienia akcji i wykorzystywała każdej, najmniejsze mankamenty linii ofensywnej, tym samym wywierając mocną presję na rozgrywającym. To skutkowało niewielkimi zdobyczami jardowymi i w przeciągu całego meczu, na palcach jednej ręki można było policzyć obecność gospodarzy na minimum 20 jardów przed strefą końcową boiska. Dodatkowo, skrzydłowi z Bydgoszczy nie potrafili znaleźć skutecznego środka na ucieknięcie spod krycia cornerbacków, przez co wiele z akcji podaniowych zaliczało się do niekompletnych i były blisko przechwycenia przez obrońców. Jedna z piłek jednak padła łupem Wojciecha Perza, najwyższego zawodnika na boisku, o imponujących warunkach fizycznych i jednego z najbardziej wyróżniających się postaci w tym meczu.

- Mecz nie zaczął się dla nas dobrze. Punkty stracone w pierwszej akcji meczu źle wpłynęły na nasze morale. Niestety, drobne indywidualne błędy wpłynęły na stracone punkty. Poza tym, o ile defensywa zagrała naprawdę dobre spotkanie, to w naszej ofensywie coś się zablokowało i nie potrafiliśmy wykończyć sytuacji blisko strefy punktowej. Kozły to solidna drużyna, ale na pewno w naszym zasięgu. Tym bardziej wynik meczu mnie nie zadowala. - tłumaczy Adrian Kuźniewski, trener Bydgoszcz Archers.

Bardziej zadowolony z postawy swojego zespołu może być Damian Łuc. Jego drużyna nie tylko utrzymała poziom w obronie, ale wyraźnie poprawiła się w ataku. W porównaniu do przeciwnika dysponowała bardziej zbilansowanym prowadzeniem piłki. Koordynator ofensywny, Juliusz Grochowski mądrze przeplatał zagrywki podaniowe z biegowymi, dzięki czemu ofensywa była mniej przewidywalna. Gunther Krotsch skutecznie egzekwował kolejne akcje, choć nie obyło się bez trudności spowodowanych złym wprowadzeniem piłki do gry przez centra. Mimo wszystko udało mu się popisać 35-jardowym podaniem do Wojciecha Perza na przyłożenie w pierwszej kwarcie oraz 11-jardowym, bardzo dokładnym w sam róg pola punktowego do Aleksandra Bordy. Ten drugi również wyróżniał się na murawie swoją szybkością i zwinnością, przyprawiając o ból głowy i nóg swoich obrońców. Mimo wszystko sztab szkoleniowy z Poznania wciąż ma wiele do poprawy. Szczególnie w formacjach specjalnych, które nie potrafiły skutecznie wyegzekwować prób podwyższenia wyniku. Wszystkie akcje kończyły się zablokowaniem piłki przez przeciwnika.

- Są aspekty w obronie, które musimy cały czas szlifować. Mogliśmy zanotować cztery przechwyty, a skończyło się tylko na dwóch, musimy generować znacznie więcej szans na wprowadzenie naszej ofensywy, która powoli zaczyna się rozkręcać. W lekkie zakłopotanie wprowadza mnie również formacja specjalna, gdyż mogliśmy zdobyć osiem punktów więcej, co nie może się więcej powtórzyć, bo czasem jeden punkt decyduje o wyniku. Mimo wszystko jestem zadowolony z występu mojej drużyny. Z niecierpliwością czekam na nasz mecz derbowy z Patriotami, aby pokazać wszystkim, kto wiedzie prym w stolicy Wielkopolski i utrzymać pierwsze miejsce w grupie. - analizuje Damian Łuc, trener główny Kozłów Poznań.

KS Bydgoszcz Archers – Kozły Poznań 0:18 (0:12; 0:0; 0:0; 0:6)

I kwarta
0:6 – przyłożenie po 95-jardowej akcji powrotnej Antoniego Idziaka
0:12 – przyłożenie Wojciecha Perza po 35-jardowej akcji po podaniu Gunthera Krotscha

IV kwarta
0:18 – przyłożenie Kacpra Pawlaczyka po 11-jardowej akcji po podaniu Gunthera Krotscha

 

Grupa Wschodnia
Mustangs Płock vs. Primacol Lowlanders Białystok

Spotkanie rozgrywane na stadionie KS Stoczniowca Płock to jedno z najbardziej dramatyczniejszych spotkań w minionej kolejce. Dla płocczan był to debiut w tym sezonie, ale po ogromnym sukcesie w PLFA J-8 apetyty na podobny wyczyn w J-11 były podobnie wysokie. Natomiast białostoczanie to zespół absolutnie nowy w środowisku sekcji juniorskich. Pomimo tego zdołali wygrać pierwsze spotkanie z Warsaw Eagles, którzy dysponują niebagatelnie większym doświadczeniem. Do Płocka zespół pojechał z tymi samymi apetytami.

Osiem straconych punktów z warszawianami pokazało, że silną stroną młodych Ludzi z Nizin będzie defensywa. Nie inaczej było i tym razem. Wbrew bardzo silnie fizycznie nastawionej ekipie Mustangów, zawodnicy nie dali się zdominować na linii wznowienia akcji. Akcje biegowe przeprowadzane przez gospodarzy były skutecznie neutralizowane, nie pozwalając na złapanie regularności w zagraniach. Na przekór płocczanom, kiedy już ofensywie udało się przeprowadzić skuteczną akcję, która dawała znaczący zysk jardowy, o niepowodzeniu przesądzały decyzje sędziowskie. Nielegalne trzymanie zawodnika, falstart, niesportowe zachowanie – to wszystko okazywało się być ich zmorą. Takich okazji nie mogła odpuścić defensywa przyjezdnych, która od razu zacieśniała swoje szyki obronne nie pozwalając na podobne straty.

Swoje serie ofensywne białostoczanie starali się przeprowadzać głównie akcjami podaniowymi. Ze względu na znaczące różnice w warunkach fizycznych na linii wznowienia akcji, biegi w ich wykonaniu nie były głównym rozwiązaniem w sposobie zdobywania terenu przeciwnika. To jednak stwarzało większe zagrożenie ze strony defensywy, a szczególnie w osobie Norberta Łątki. W jednej z akcji, kiedy goście byli już kilka jardów przed strefą punktową, cornerback przechwycił podanie Mateusza Sikorskiego i pomknął z piłką na odległość 95 jardów kończąc na w polu przyłożeń. Niestety, blok w plecy jednego z zawodników Mustangów pozbawiło go zdobytych sześciu oczek. Te jednak wkrótce powróciły na tablicę wyników po skutecznym, 4-jardowym biegu Kacpra Bogdańskiego. Łątka przypomniał się rozgrywającemu Lowlanders jeszcze w dalszej części spotkania i znów jego przechwyt otworzył mu szansę na efektowny, 50-jardowy bieg. Ostatecznie nieuznany przez nielegalny atak obrońców na rozgrywającego w momencie wykonywania rzutu. Mimo wszystko większość podań egzekwowanych przez gości było skutecznych, szczególnie kierowane w kierunku Tomasza Muśko. Jedno z nich, po 40-jardowej akcji zakończyło się przyłożeniem, a skuteczne podwyższenie po biegu Noela Grafa zadecydowało o zwycięstwie.

Gospodarze mają czego żałować, ponieważ dysponowali siłą i umiejętnościami, aby rozstrzygnąć to spotkanie na swoją korzyść. Niestety, zbyt duża ilość kar i błędów nie pozwoliło na pozytywne rozstrzygnięcie. Za to Lowlanders, niespodziewanie, objęli prowadzenie w swojej grupie. Powoli wyrastają na „czarnego konia” rozgrywek i teraz każda z ekip będzie musiała poważnie potraktować beniaminka.

- O naszej przegranej zadecydowała ilość kar jakie otrzymaliśmy od sędziów. Strata ponad 150 jardów w jednym meczu, to zdecydowanie za dużo. Dodatkowo, brak skuteczności w grze podaniowej i dobrze zdyscyplinowana obrona Lowlanders nie pozwoliło na rozwinięcie naszych skrzydeł. Zaliczyliśmy mały falstart tym spotkaniem, ale wiemy na co nas stać i jakimi umiejętnościami dysponujemy. Nie możemy sobie pozwolić na podobne wpadki w kolejnych spotkaniach. - komentuje Paweł Kęsy, trener Mustangs Płock.

- Warunki fizyczne, bezsprzecznie były po stronie naszego rywala. Ale jak to mówią „więksi głośniej upadają” i pomimo dużej pewności siebie, szerszego składu, to my wyszliśmy zwycięsko. Mieliśmy plan na ten mecz, który udało się zrealizować. Na największe wyróżnienie zasługują Tomasz Muśko oraz Noel Graf, którzy byli liderami nie tylko w formacji ofensywnej, ale i defensywnej. To był bardzo ciężki mecz, ale liczy się wygrana. Nadal mamy co poprawiać i nad czym pracować, ale cieszymy się z każdego sukcesu. - mówi Tomasz Żukowski, trener główny juniorskiej sekcji Primacol Lowlanders Białystok.

Mustangs Płock – Primacol Lowlanders Białystok 6:8 (0:0; 6:0; 0:8; 0:0)

II kwarta
6:0 – przyłożenie po 4-jardowej akcji biegowej Kacpra Bogdańskiego

III kwarta
6:8 – przyłożenie po 40-jardowej akcji Tomasza Muśko po podaniu Mateusza Sikorskiego (podwyższenie po akcji Noela Grafa)


AZS UWM Olsztyn Lakers vs. Warsaw Eagles

W minioną niedzielę, Jeziorowcy, po raz drugi w swojej historii – na tym szczeblu rozgrywkowym – podejmowali warszawskie Orły. Podczas gdy dla gości był to już drugi mecz w sezonie, gospodarze dopiero teraz rozpoczęli swoją tegoroczną kampanię. Duże zmiany przeprowadzone w sztabie trenerskim oraz w przygotowaniach do sezonu znacząco miały poprawić wynik sprzed roku.

Niestety, gospodarze zapłacili frycowe już w pierwszej połowie spotkania. Błędy indywidualne, brak koncentracji i odpowiedniej dyscypliny taktycznej spowodowały, że warszawianie złapali odpowiedni rytm gry. Największe problemy okazała się mieć ofensywa, która nie potrafiła z większą regularnością przesuwać znacznika pierwszych prób i tym samym zdobywać terytorium przeciwnika. Takich problemów nie mieli przyjezdni, którzy dzięki jednej skutecznej akcji podaniowej Tadeusza Bellaby’ego do Aleksandra Kawiarowskiego oraz jednej szarży Patricka Biskupskiego, zeszli na przerwę z komfortowym prowadzeniem. Ponadto, dwukrotnie z powodzeniem przeprowadzili akcje podwyższeniowe, dające im dodatkowe cztery punkty. Wyraźna różnica formy i umiejętności, na szczęście, nie podłamała gospodarzy. Po kilku uwagach sztabu trenerskiego, druga połowa w wykonaniu olsztynian stała na znacząco wyższym poziomie. Pomimo szybkich, kolejnych punktów zdobytych przez rywali, dzięki akcji powrotnej Aleksandra Kawiarowskiego, Jeziorowcy wkrótce również cieszyli się z pierwszych punktów w sezonie. Ich autorem został Konrad Stępień, który przechwycił niefrasobliwe podanie Bellaby’ego. Jeden z najbardziej doświadczonych zawodników „pomarańczowych” był najmocniejszym punktem w obronie, dzięki czemu, po meczu został wybrany najbardziej wartościowym graczem zespołu (choć na dodatkowe wyróżnienie zasługuje też safety, Dominik Januszko). Ostatnia kwarta spotkania również mogłaby być remisowa, jednak różnicę zrobiły formacje specjalne. Po 40-jardowym biegu na przyłożenie Jędrzeja Rynkiewicza, próba podwyższenia już tak skuteczna nie była. Podczas gdy po kolejnej akcji punktowej Biskupskiego, Bellaby zdołał ponownie zameldować się w strefie końcowej przeciwnika.

- Tak jak się spodziewaliśmy, to był ciężki mecz. Jednak mimo nie zbyt dobrego wyniku w drużynie panują optymistyczne nastroje. Biorąc pod uwagę skromny skład, bo tylko 23 zawodników, oraz to, że duża część z nich grała swój pierwszy mecz o punkty, możemy być zadowoleni z postawy zespołu. Widać też, że jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu pod względem kondycyjnym, gdyż kilku zawodników grało w dwóch formacjach, a na boisku wcale nie było tego widać. - mówi zadowolony Arkadiusz Kowalewski, koordynator ofensywy Olsztyn Lakers.

- Zwycięstwo na pewno poprawiło morale zespołu. Po przegranej na własne życzenie z Lowlanders musieliśmy złapać odpowiedni rytm. Mimo kilku drobnych błędów, w pierwszej połowie, wypracowaliśmy przewagę, która pozwoliła na swobodniejszą grę. Niestety, w dalszej części wkradło się rozluźnienie i brak koncentracji, których wynikiem była ogromna ilość kar (łącznie ok. 120 jardów) i stracone przyłożenie. Zawodnicy, którzy wyróżnili się w tym spotkaniu to ofensywne trio Biskupski, Bellaby i Kawiarowski. W defensywie dwa przechwyty zaliczył Maciek Latała, ale na wyróżnienie zasługuje cała formacja obrony. - relacjonuje Marek Włodarczyk, trener Warsaw Eagles.

AZ UWM Olsztyn Lakers – Warsaw Eagles 12:30 (0:8; 0:8; 6:6; 6:8)

I kwarta
0:8 – przyłożenie Aleksandra Kawiarowskiego po akcji podaniowej Tadeusza Bellaby’ego (podwyższenie po akcji Patricka Biskupskiego)

II kwarta
0:8 – przyłożenie Patricka Biskupskiego po akcji biegowej (podwyższenie po akcji Patricka Biskupskiego)

III kwarta
0:6 – przyłożenie Aleksandra Kawiarowskiego po akcji powrotnej
6:6 – przyłożenie Konrada Stępienia po przechwycie

IV kwarta
6:0 – przyłożenie Jędrzeja Rynkiewicza po akcji biegowej
6:8 – przyłożenie Patricka Biskupskiego po akcji biegowej (podwyższenie po akcji Tadeusza Bellaby)


Grupa Południowa

Wolverines Opole vs. Tychy Falcons

Dla obu drużyn był to ostatni mecz przed rundą rewanżową. Przy okazji możliwość na poprawę morale zespołu po dwóch z rzędu porażkach. Dodatkowo, ewentualne zwycięstwo przedłużało matematyczne szanse jednej z drużyn na awans do dalszej fazy rozgrywek.

Zgodnie z przewidywaniami mecz był bardzo wyrównany. Już na samym początku pierwszej kwarty gospodarze odzyskali piłkę blisko strefy punktowej przeciwnika, czego ofensywa nie mogła zmarnować. Mateusz Majewski zameldował się z piłką w polu punktowym i kibice zebrani na stadionie przy ul. Wandy Rutkiewicz eksplodowali w geście radości. Strata przyłożenia w tak szybkim czasie mogła podłamać gości, dla których był to już 76 stracony punkt z rzędu w tym sezonie. Na szczęście, wkrótce atak tyszan nabrał prędkości i skuteczności. Po długiej, systematycznej serii, Konrad Kondraciuk został autorem pierwszych punktów Sokołów w tegorocznych rozgrywkach. Jeszcze przed przerwą, przytomnością umysłu popisał się Kacper Puczka, który przechwycił podanie Kacpra Niedźwiedzia i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Przyjezdni mogli być zadowoleni z tego co zaprezentowali w pierwszych dwóch kwartach. Nareszcie usystematyzowali swoją grę i nie popełniali już tylu błędów, co w pierwszych swoich starciach. Opolanie natomiast również rozgrywali najbardziej wyrównane spotkanie w tym sezonie. W trzeciej kwarcie dzięki swojej konsekwentności i wytrwałości doprowadzili do ponownego wyrównania wyniku, dzięki Szymonowi Weinzettelowi z drugiej linii obrony. Niestety dla gospodarzy, w czwartej kwarcie zabrakło koncentracji i tyszanie dobili rywala dwoma przyłożeniami.

- Mecz był bardzo wyrównany i na taki liczyliśmy. Mieliśmy chrapkę na wygraną, ale i tak jesteśmy bardzo zadowoleni z postawy chłopaków. Zaciekle walczyła linia ofensywna i defensywna, a nasz atak był skuteczny. Druga i trzecia linia obrony również spisywała się z dobrej strony. Na pochwały zasłużył cały zespół. Słowa uznania należą się również juniorom Falcons za twardą, ale zawsze czystą grę. Mecze juniorów charakteryzuje wyjątkowa postawa fair-play i zawsze miło, gdy drużyny dziękują sobie za mecz ze szczerą sympatią. - relacjonuje Adam Mazurek, prezes Wolverines Opole.

- Spotkanie rozpoczęło się bardzo niekorzystnie, ale na szczęście ofensywa pokazała, że jednak potrafi zdobywać jardy, pierwsze próby i punkty. Z pewnością cieszy fakt że, zespół obudził się z letargu i chłopaki zaczęli popełniać mniej błędów oraz egzekwować zagrywki jak trzeba. Nie było kar oraz tylu strat piłki co w ostatnich spotkaniach z Kings i Panthers. Powoli wracamy na właściwe tory. - mówi Michał Kołek, trener Tychy Falcons.

Wolverines Opole – Tychy Falcons 14:28 (6:6; 0:8; 8:0; 0:14)

I kwarta
6:0 – przyłożenie Mateusza Majewskiego po podaniu Kacpra Niedźwiedzia
6:6 – przyłożenie Konrada Kondraciuka po podaniu Beniamina Stępienia

II kwarta
6:8 – przyłożenie Kacpra Puczka po przechwycie (podwyższenie po akcji Mateusza Kosickiego)

III kwarta
14:8 – przyłożenie Szymona Weinzettela po przechwycie (podwyższenie po akcji Jana Chmiela)

IV kwarta
14:16 – przyłożenie Konrada Kondraciuka po podaniu Beniamina Stępienia (podwyższenie po akcji Beniamina Stępienia)
14:24 – przyłożenie Nataniela Bembenka po akcji biegowej

 

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com