PLFA J-11: Ostatni prosta w walce o awans do półfinałów

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 6 października 2017 | Komentarze: 0

W nadchodzący weekend czekają nas cztery spotkania o utrzymanie szans na awans do półfinałów rozgrywek. Futbolowe, juniorskie talenty będziemy mieli okazję oglądać w pięciu miastach: Opolu, Krakowie, Płocku, Warszawie oraz Poznaniu.

Grupa Południowa

Wolverines Opole vs. Panthers Wrocław
Data i godzina: 7 października, godz. 12:15
Stadion: Centrum Sportu, ul. Wandy Rutkiewicz 10, Opole
Bilety: Wstęp wolny 

Dla obu drużyn to już ostatnie starcie w sezonie regularnym, które w żadnym stopniu nie zmieni ułożenia w tabeli grupy południowej. Wrocławianie, dzięki zwycięstwu nad Kraków Kings zapewnili sobie awans do półfinału z pierwszego miejsca, a Rosomaki zamykają tabelę z zerowym dorobkiem punktowym i tylko dwoma zdobytymi przyłożeniami w sezonie. 

Celem gospodarzy będzie godne zakończenie rozgrywek, jak również ukazanie progresu, jaki wykonała drużyna w przeciągu ostatnich miesięcy. Okazja do tego jest idealna, ponieważ opolanie zamykają sezon spotkaniem, którym zaczynali walkę o sukces w PLFA J-11. Wówczas, na Stadionie Olimpijskim, przegrali 0:46, pomimo ogromnej chęci do walki. Różnica klas była nader widoczna, ale dawała podstawy do kolejnych treningów, uświadamiając sztab trenerski, w jaki sposób lepiej rozwijać swoich zawodników. To sprawiło, że w dwóch kolejnych starciach zaprezentowali się znacznie lepiej. W rywalizacji z krakowianami pokazali charakter i pomimo braku zdobyczy punktowych, postawa w drugiej połowie pokazała, że zespół podąża we właściwym kierunku. Ciężka praca na treningach dała efekty w pierwszym meczu domowym, kiedy to Mateusz Majewski i Szymon Weinzettel pierwszy raz w sezonie zameldowali się w strefie punktowej przeciwnika. Teraz czas na kolejne, przeciwko aktualnym mistrzom Polski. Historia pojedynków nie jest korzystna dla Rosomaków (dwie porażki, zerowa zdobycz punktowa), jednak wydaje się, że teraz są w najlepszej formie, aby napsuć krwi wrocławianom. 

- Do meczu podchodzimy jak do każdego wcześniejszego, odważnie i zmotywowani. Chcemy się przekonać jaki progres poczyniła nasza drużyna, w porównaniu do pierwszego meczu z Panthers. Dokonaliśmy kilku przetasowań na poszczególnych pozycjach i spróbujemy zaskoczyć Mistrza Polski, jak również wyrwać kilka punktów na własnym terenie. W meczach domowych Rosomaki czują się o wiele lepiej i postaramy się pokazać pazur w ostatnim meczu sezonu. Wśród opolskiej młodzieży wciąż zgłaszają się nowe osoby. Sami zawodnicy nie zamierzają odpoczywać po sezonie i jeszcze w październiku zaczynamy przygotowywać juniorów na rok 2018, czyli trzeci już z kolei sezon juniorski w Wolverines Opole. - przekonuje Adam Mazurek, prezes Wolverines Opole. 

Panterom nie pozostaje nic innego jak zwyciężyć i zakończyć sezon z perfekcyjnym bilansem, co byłoby poprawieniem wyniku z zeszłorocznego sezonu, kiedy to z porażką z Patriotami wkraczali w fazę pucharową. W całej lidze przeważają pod każdym względem i po przekonującym zwycięstwie nad Królami, którzy aktualnie są premiowani do awansu do półfinałów z drugiego miejsca w grupie, ciężko znaleźć drużynę, która jest w stanie im się przeciwstawić. Mimo wszystkich zalet, sztab trenerski wciąż dąży do perfekcji i nie osiada na laurach. Do meczu z czerwoną latarnią swojej grupy podchodzą równie zmotywowani, co do spotkania o mistrzostwo – wszak taka przyświeca im dewiza. 

- Pokora to słowo klucz w szkoleniu młodzieży w ogóle i nie inaczej jest w przypadku naszych juniorów. W trakcie meczu z Kings popełniliśmy sporo niedopuszczalnych błędów, szczególnie w ofensywie i miniony tydzień upłynął pod znakiem solidnej pracy. Do spotkania z Wolverines przystąpimy zdecydowanie bardziej skoncentrowani, fakt że Opole zamyka grupę południową rozgrywek J11 nie oznacza, że możemy ich lekceważyć. Wręcz przeciwnie, zmotywowani do wygrania meczu przed własną publicznością zawodnicy Wolverines postawią nam ciężkie warunki. Dodatkowo jeśli poważnie myślimy o następnej fazie rozgrywek, jak ognia musimy unikać kontuzji, a o te naprawdę nietrudno. Mam nadzieję, że wbrew obecnej aurze w sobotę się rozpogodzi abyśmy zarówno my,jak i nasi przeciwnicy mogli wypróbować wachlarz zagrań ofensywnych. - zapowiada Karolina Janas, kierownik sekcji juniorskiej Panthers Wrocław.
 

Kraków Kings vs. Tychy Falcons
Data i godzina: 8 października, godz. 14:30
Stadion: Boisko Krakus, Międzyszkolny Ośrodek Sportowy, ul. Bulwarowa, Kraków 
Bilety: Wstęp wolny 

To spotkanie jest najważniejszym w kontekście ułożenia tabeli grupy południowej po sezonie zasadniczym. W lepszej sytuacji są jednak gospodarze, którzy musieliby przegrać stosunkiem większym niż 36 punktów, aby przegrać swoją aktualną pozycję. W każdym innym przypadku, pomimo takiego samego dorobku punktowego, to Królowie cieszyć się będą z drugiego miejsca w grupie i przedłużą swoje szanse na awans do półfinałów. Z drugiej strony ich ewentualna porażka skomplikuje ich sytuację, gdyż będą musieli liczyć na porażkę Warsaw Eagles lub Patriotów Poznań w ich jednym z dwóch pozostałych spotkań.

Zeszłotygodniowa porażka krakowian mogła podłamać morale drużyny, która do tej pory jeszcze ani razu nie traciła punktów i zdobywała regularnie punkty. We Wrocławiu stracili ich aż 32, a w ataku byli całkowicie bezskuteczni. Z jednej strony takie porażki uczą i motywują do cięższej pracy, z drugiej ambicje Kings sięgały dużo wyżej i tak bolesne zetknięcie z rzeczywistością potrafi negatywnie wpłynąć na psychikę. Tego jednak nie boi się Piotr Jarocki, który jak mówi, drużyna liczyła się z ewentualną porażką na Stadionie Olimpijskim, a dobra druga połowa daje podstawy by wierzyć, że zespół będzie chciał się odkuć w najbliższym starciu. Wszelkie statystyki są po stronie gospodarzy, jak również postawa w pierwszym meczu, gdzie nie dali najmniejszych szans rywalowi. Brylowali w każdym elemencie i potrafili wygrywać pojedynki fizyczne, co świadczy o dobrym przygotowaniu. Drużyna z Krakowa trzyma swój los we własnych rękach i tylko od nich zależy w jakich nastrojach będą tuż po ostatnim gwizdku sędziego. 

- Wszystko jest w naszych rękach i nogach. Musimy wymazać z pamięci to co stało się we Wrocławiu, wyciągnąć wnioski i wrócić do tego, co zaprezentowaliśmy w pierwszym meczu w Tychach. To na pewno nie będzie łatwy mecz, gdyż przeciwnik już nas zna i jest bardziej zgrany niż ostatnio. Przed nami duże wyzwanie, ale jesteśmy na nie gotowi i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyjść zwycięsko z tego pojedynku – przekonuje Piotr Jarocki, trener główny Kraków Kings. 

Drużyna przyjezdnych będzie musiała zmierzyć się z większym bagażem i presją na własnym barkach. Tegoroczny sezon to prawdziwa huśtawka nastrojów – począwszy od dwóch bezapelacyjnych porażek na własnym terenie z Panterami (0:34) i Królami (0:36), kończąc na zwycięstwie z Rosomakami (28:14) w Opolu. Tyszanie wchodzili w sezon z dużymi ambicjami, jednak ich głównym mankamentem okazał się brak zgrania. Z każdym kolejnym starciem drużyna wyglądała co raz pewniej i dopiero w spotkaniu z Wolverines pokazali na czym polega prawdziwy kolektyw. Jednak czy uda im się odrobić tak dużą różnicę? 36 punktów to dużo, ale już nie raz futbol nas zaskakiwał i dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Zespół musi wykrzesać z siebie wszystkie możliwe pokłady energii i umiejętności, aby pozbawić przeciwnika wszelkich argumentów. Tych jest co niemiara… 

- Kings w poprzednim meczu udowodnili, że są bardzo wymagającym przeciwnikiem, który wykorzysta każdy popełniony błąd. Od ostatniego meczu skupiliśmy się na szlifowaniu zagrywek oraz zminimalizowanie bolesnych i kosztownych błędów oraz kar. Drużyna jest w bojowych nastrojach i z pewnością młode Sokoły będą chciały udowodnić, że to jak zaprezentowali się w pierwszym meczu nie do końca jest zgodne ze stanem rzeczywistym i że są o wiele lepszą drużną niż ta, która wystąpiła ostatnio przeciwko Kings. Większych zmian w składzie nie przewidujemy. - stwierdza Michał Kołek, trener głównych Tychy Falcons.
 

Grupa Wschodnia

Mustangs Płock vs. AZS UWM Olsztyn Lakers

Data i godzina: 7 października, godz. 16:00
Stadion: Stadion Stoczniowca, ul. Kolejowa 3, Płock
Bilety: Wstęp wolny 

Płocczanie są dopiero na początku swojego sezonu, podczas gdy olsztynianie wkraczają w jego drugą połowę. Jedyne co łączy obie ekipy to wciąż brak choćby jednego zwycięstwa. To jednak nie deprymuje gospodarzy, którzy zdają sobie sprawę, że przegrana z Lowlanders była wynikiem ich własnych błędów i kar. Ich apetyty wciąż są ogromne i nie widzą przeciwwskazań, żeby zapewnić sobie miejsce w półfinałach. Mają ku temu argumenty w postaci mocno fizycznej gry i utalentowanych zawodników, których część, w PLFA J-8, pokazała, że potrafi grać z zabójczą skutecznością. Swoich szans upatrują w silniejszej linii ofensywnej oraz defensywnej i gry nastawionej na akcje biegowe, w wykonaniu, m.in. Cezarego Tarkowskiego, ale nie można też zapominać o innych zawodnikach, takich jak: Igor Gierski, Daniel Przyborowski, Kacper Bogdański czy Bartosz Więckiewicz. Jednak sztab trenerski nie lubi takich zestawień, gdyż jak sam powtarza – ich największą siłą jest kolektyw. 

- Nie patrzymy na to co było, gramy konsekwentnie swoją grę, bez niepotrzebnych strat punktowych w defensywie i walczymy o awans, w który mocno wierzę. Wiem, że stać naszych zawodników na skuteczną obronę, która w trzech pozostałych spotkaniach nie straci żadnego przyłożenia. Mamy zamiar wyjść z drugiego miejsca w grupie i wywalczyć mistrzostwo – taki przyświeca nam cel. - zaznacza Paweł Kęsy, trener Mustangs Płock. 

Goście również wciąż mają szansę na awans, ale tylko matematyczne. W dwóch spotkaniach udało im się zdobyć dwa przyłożenia przy stracie 63 punktów. Nie brakuje im jednak ambicji, gdyż najważniejsze dla nich jest doświadczenie zawodników, aby Ci w kolejnych sezonach notowali coraz lepsze wyniki. W starciu z Mustangami będą chcieli pokazać większą jakość, swobodę i regularność w wykonywanych akcjach. Zespół będzie liczył na swoich największych weteranów, czyli Dominika Januszko, Pawła Szymańskiego oraz Jakub Dąbrowskiego, którzy stanowią o sile Jeziorowców. Wszyscy liczą, że uda zmazać się plamę po nieudanym wyjeździe do Białegostoku i w Płocku zaskoczą swoich przeciwników. 

- Trenerzy przyłożyli swoją uwagę przede wszystkim do poprawności zagrywek. W minionym meczu pojawiła się spora ilość niewymuszonych strat, czego nie możemy powtarzać rozdając prezenty przeciwnikom. W Płocku upatrujemy swojego pierwszego zwycięstwa w sezonie i na pewno nie oddamy tak łatwo skóry. - przekonuje Bartłomiej Krom, rzecznik prasowe AZS UWM Olsztyn Lakers.

 

Warsaw Eagles vs. Primacol Lowlanders Białystok

Data i godzina: 8 października, godz. 12:15
Stadion: DOSiR Praga Północ, ul. Kawęczyńska 44, Warszawa
Bilety: Wstęp 5 zł 

Warsaw Eagles, to drużyna z wielką historią, nie tylko w futbolu seniorskim, ale też juniorskim. W zeszłym roku otarli się o finał rozgrywek, przegrywając z Patriotami Poznań dwoma punktami. Nic więc dziwnego, że w tym sezonie, dzięki przesunięciu limitu wiekowego, ich aspiracje sięgały samego finału. Najszerszy, najbardziej doświadczony skład miał pewnie, bez większych kłopotów zapewnić sobie miejsce w półfinale, tymczasem, ich plany zniweczyli Lowlanders Białystok. Absolutny debiutant, który dopiero w tym roku zdecydował się uruchomić białostocką sekcję juniorską. Swoją kampanię, do tej pory, prowadzą w niezwykle udany sposób. Pierwsze spotkanie, które inaugurowało sezon obu zespołów stało pod dyktandem dużej ilości popełnionych błędów. W szeregach Ludzi z Nizin dało się zauważyć lekką tremę, ale potrafili wykorzystać błędy przeciwnika i większa skuteczność w formacji obronnej zadecydowała o wyniku. Podczas gdy Orły całkowicie gubiły się w swoich zagraniach, jakby fałszywie byli przekonani, że to zwycięstwo im się należy. 

Dzięki temu to przyjezdni podchodzą do meczu z większym komfortem. Do rewanżu podchodzą z 12-punktową przewagą i każdy inny wynik, nie większy niż ta różnica – na korzyść gospodarzy – zapewni im utrzymanie pierwszego miejsca w grupie i historyczny awans do fazy pucharowej. Jednak różnica dwóch przyłożeń w futbolu amerykańskim, to niewiele. Chociaż do tej pory Lowlanders nie stracili więcej niż osiem punktów w jednym spotkaniu, to przyjdzie im się zmierzyć z całkowicie inną drużyną Eagles niż wcześniej. Będzie mocno zmotywowana, bardziej zgrana, głodna zwycięstwa, jak nigdy. Warszawianie mają nóż na gardle i ewentualny brak awansu do półfinału będzie dla nich ciosem w ich tożsamość. Po stronie gości największym zagrożeniem dla przeciwnika będzie trójka Mateusz Sikorski, Noel Graf oraz Tomasz Muśko, ale na tak naprawdę wszyscy pracują na sukces zespołu. Czy drużyna, której zespół średnio liczy sobie 17,5 roku, a ich doświadczenie zaledwie 0,5, po raz kolejny sprawi niespodziankę i pokona dwa razy większy zespół z dwa razy większym doświadczeniem? Tego dowiemy się już w niedzielę. 

- Mamy większy komfort przed tym spotkaniem, dzięki wygranej w pierwszym meczu. Musimy jednak pamiętać, że czeka nas zupełnie inne starcie. Orły są już bardziej zgrani i nie będą popełniali już tak rażącej ilości błędów. Wciąż walczymy o pierwsze miejsce w grupie i awans do półfinałów. Choć jest na wyciągnięcie ręki, to do końca trzeba być mocno skoncentrowanym i zdyscyplinowanym taktycznie, by osiągnąć cel. - uspokaja Tomasz Żukowski, trener główny Lowlanders Białystok. 

- Po nieudanej inauguracji sezonu nie mamy już marginesu na żadne błędy. Przegraliśmy pierwszy mecz przez własne błędy. Chcemy się zrewanżować i pokazać siłę naszej drużyny. Do meczu przystępujemy prawie w najmocniejszym składzie. Znamy mocne strony Lowlanders i wiemy czego możemy się po nich spodziewać. To będzie na pewno bardzo twarde i emocjonujące spotkanie ponieważ stawką jest I miejsce w grupie i awans do fazy play-off. - zapowiada Marek Włodarczyk, trener warszawskich Orłów.
 

Grupa Zachodnia

Patrioci Poznań vs. Angels Toruń

Data i godzina: 8 października, godz. 14:00
Stadion: Stadion Golęcin, ul. Warmińska 1, Poznań
Bilety: Wstęp wolny 

Bratobójczy pojedynek, pomiędzy Patriotami i Aniołami powoli kończy sezon zasadniczy w grupie zachodniej. Dla torunian to ostatni mecz, który może zapewnić im drugie miejsce w grupie, ale przy ewentualnej porażce już ich z tego wyścigu wyklucza. Dla poznaniaków przegrana byłaby mocno rozczarowująca, szczególnie po sezonie, w którym zdobyli wicemistrzostwo. Mimo wszystko układ sił wcale nie formuje się po ich myśli. Spotkanie z Łucznikami pokazało, że drużynie brakuje stabilności w defensywie, która miała problemy z powalaniem przeciwnika na murawę boiska i tworzeniem nad nim przewagi fizycznej. Bydgoszczanie popisali się niemal stu procentową skutecznością w swoich seriach ofensywnych, podczas gdy na tle torunian wyglądali bardzo przeciętnie. Przyjezdni znani są ze szczelnej i dobrze zdyscyplinowanej defensywy oraz skutecznej, zbilansowanej ofensywy. W porównaniu do swojego przeciwnika wydają się być faworytem, ale ciężko odnieść się do realnej formy zespołu ze stolicy Wielkopolski. Swój ostatni mecz w PLFA J-11 rozgrywali ponad miesiąc temu, co dało dużo czasu na uszczelnienie szyków obronnych i wytrenowanie podstawowych umiejętności, jak również dodanie nowych rozwiązań do gry w ataku. 

Pomimo, że w przeszłości drużyny grały wspólnie pod banderą Patriotów, to nikt nie ucieka się do sentymentów. Czeka nas ostra, aczkolwiek zgodna z przepisami fair play, walka o utrzymanie szans na awans do półfinału. Dla gości byłby to wyczyn historyczny, podczas gdy dla gospodarzy to cel minimum. To właśnie dla sekcji juniorskiej powstał drugi poznański klub, dlatego co roku, każdy inny wynik niż podium rozgrywek jest zaliczany do porażek. Takie nazwiska jak Witold Gajewski, Maurycy Wawrzyniak, Krzysztof Spychała, to zawodnicy znani na polskiej, futbolowej arenie, którzy w pojedynkę są w stanie przechylić szale zwycięstwa na korzyść swojego zespołu. Z drugiej strony Mateusz Frela, Kacper Rokiciński oraz Michał Podobieński również pokazali jak dużym zagrożeniem są dla swoich przeciwników. Wydaje się, że mecz w Poznaniu nie powinien być łatwy dla nikogo. Każdy jest zmotywowany do zwycięstwa i posiada argumenty na jego korzyść. Kto jednak będzie cieszył się z dwóch punktów? 

- Jest to dla nas mecz o być albo nie być, tak więc każdy jest zmotywowany żeby dać z siebie 110 procent możliwości. Kluczem jest szczelna defensywa, która będzie musiała skutecznie zatrzymywać podaniową grę Patriotów. Jestem też przekonany, że nasza ofensywa zrobi co do niej należy i wygramy ten mecz. - mówi Hubert Pińczak, prezes Angels Toruń. 

- Zdajemy sobie sprawę z naszych słabości w pierwszym starciu z Bydgoszcz Archers. Szczególnie pracowaliśmy nad techniką i podstawowymi umiejętnościami, jak np. powalanie przeciwnika. W ofensywie również wyćwiczyliśmy kilka nowych rozwiązań, które odciążą Witolda Gajewskiego oraz Maurycego Wawrzyniaka. Chcemy pewnie zwyciężyć, ale zdajemy sobie sprawę, że to nie będzie łatwy mecz. - przekonuje Bartłomiej Kimnes, trener Patriotów Poznań.

 

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA