CENTRUM MECZOWE 5 maja, 2013 14:00

Eagles
Warszawa
35
14 I 0
7 II 7
7 III 3
7 IV 12
- OT -
22
Kozły
Poznań
rozwiń ͮ
 

Brakująca część układanki

Opublikowano dnia: 10 maja 2013 | Komentarze: 0

Warsaw Eagles wracali na Konwiktorską chcąc poprawić w stolicy złe wrażenie jakie zostawili przegranym meczem z Seahawks Gdynia. Naprzeciw nich stanęły niewygodne jak zawsze i ofensywnie wzmocnionego jak nigdy wcześniej, Kozły z Poznania.

Od dłuższego czasu wiadomo było, czego brakowało Kozłom: najpierw trenera, później rozgrywającego. Trenera zatrudnili przed sezonem, ale zamiast importowanego gracza na pozycję quarterbacka, ściągnęli wszechstronnego Ivana Pavlovica. Wątpię, żeby żałowali tego wyboru, ale mecze z Rebels i Spartans, w których punkty dla zespołu z Poznania zdobywała przede wszystkim ich defensywa ewidentnie sugerowały, że potrzebne jest jeszcze jedno wzmocnienie. Po tym pierwszym meczu Marcin Śniadecki, prezes Kozłów, mówił nawet, że przez ofensywne problemy swojej drużyny nie może sypiać po nocach. Obiecał też jednak wtedy, że podjęto już kroki, żeby zakończyć jego bezsenność. Nieco ponad tydzień później okazało się, że nie blefował: do Polski przyleciał Jeffrey Legree.

Zaplanowany przypadek

Jak to wpłynęło na pewność siebie poznaniaków, najlepiej pokazał Marek Woźniak, członek sztabu Kozłów, w transmitowanym na żywo przedmeczowym wywiadzie. Najpierw powiedział w nim, że porażka 0:39 z Eagles w pierwszej kolejce była tylko wypadkiem przy pracy, a później dodał wprost, że „przyjechaliśmy tutaj skopać wasze tyłki”. Kopanie szło nieźle w pierwszej serii ofensywnej gości, w której Legree zaliczył od razu dwa dobre podania na pierwsze próby i bieg, w którym balansem ciała zmylił cztery osoby. Doprowadził swój nowy klub na połowę Orłów, ale tam – między innymi przez falstart rozgrywającego – ten prawie 6-minutwy marsz zakończył się tylko puntem. Bez punktów, ale i tak obiecująco.

Na murawie pojawił się atak Eagles, który też musiał pokazać zgromadzonym przy Konwiktorskiej nową jakość. Fani gospodarzy ostatnim razem swój zespół widzieli w porażce z Seahawks, a tam nie wyglądało to za dobrze. Wiele słów krytyki usłyszał też Shane Gimzo, które ten mecz rozpoczął jednak dobrze i spokojnie. Skutecznie sam biegał z piłka i nawet będąc pod presją wynajdywał właściwe podanie. Prawdziwy popis dał jednak dopiero przy przyłożeniu swojego zespołu: musiał gonić piłkę, którą snaper nad nim przerzucił, ale gdy tylko ją złapał dokładnie wiedział, w którą stronę się odwrócić i gdzie chciałby zagrać. Rzucił w pole punktowe, do czekającego tam już Clarence'a Andersona (kryjący go zawodnik podszedł trochę do przodu widząc problemy ze snapem). Całość była wykonana tak dobrze, że nawet ten element przypadku zdawał się w niej zaplanowany.

Celownik na Pavlovica
Strata jednego przyłożenia, mimo że deprymująca nie oznaczała jeszcze tragedii i można ją było łatwo odrobić. Zbyt szybko zbyt wiele próbował jednak zrobić już w akcji powrotnej po wykopie Bartosz Trawiński, któremu futbolówkę z rąk wybił Michał Śpiczko, a w pole punktowe wniósł Marc Airhart. Bardzo niepotrzebny błąd i w ostatecznym rozrachunku naprawdę kosztowny. Sam Trawiński swoje winy zaczął odkupywać już moment później, gdy złapał podanie w trzeciej próbie i przedłużył rozpoczynający się właśnie drive Kozłów.

Kolejne 10 jardów goście również zdobywali w rozbiciu na 3 podejścia. Długiego podania – jednego z kilkunastu tego dnia – Legree próbował już w próbie drugiej, ale piłkę przed Pavlovicem zbił Mateusz Adamczewski („Ma świetne warunki, jeśli przełamie się mentalnie będzie jednym z najlepszych cornerów w lidze” - chwalił go manager warszawian, Jacek Śledziński). Quarterbacka z Nowego Jorku to nie zraziło, bo moment później zagrał tą samą akcję i tym razem serbski skrzydłowy, mimo asysty dwóch obrońców złapał futbolówkę na zaledwie kilka jardów przed polem punktowym. Potrzebny dystans dodał swoimi biegami już Legree, otwierając swój punktowy rachunek w Toplidze. Ta seria była zapowiedzią tego, co robił w tym meczu do końca: wykorzystywał mnóstwo czasu danego mu przez swoją linią ofensywną, a później posyłał kilkudziesięcio-jardowy pocisk w kierunku bardzo wysokiego Pavlovica. Jeśli działa w Detroit Lions z Calvinem Johnsonem, tutaj też mogło.

Nieporozumienia i ciekawostki
Eagles, podobnie jak wcześniej, nie mieli oczywiście zamiaru po prostu przyglądać się Kozłom i oklaskiwać ich nowych broni. Po zaledwie 5 akcjach podwyższyli swoje prowadzenie. Kluczowa okazała się trzecia próba, którą niemający komu podać Gimzo uratował akcją biegową. Zbliżył swój klub do połowy boiska, gdzie mając dosyć ciągłej presji obrońców, dał zarówno running backowi, jak i fullbackowi za zadanie osłanianie go. Nadmiar czasu wykorzystał, podając (trochę w stylu Legree) do będącego w pełnym biegu Andersona, który po raz drugi wpisał się na listę punktujących. Orły prowadziły już 21:7, a ich obrona bardzo szybko odzyskała piłkę.

Walczący o uznanie swoich fanów atak gospodarzy miał od razu apetyt na podwyższenie prowadzenia. Mieszanka częstszych, krótkich podań i działających już wcześniej biegów zaprowadziły Eagles prawie do czerwonej strefy gości, ale tam zły snap cofnął ich aż za połowę boiska (akcję uratował Dawid Więckowski). W związku z kontuzjami podstawowych ofensywnych liniowych (grało tylko 2 starterów) na pozycji centra po raz drugi w życiu pojawił się Artur Góralczyk – nieporozumienia były więc zrozumiałe. Pozwoliły poza tym przećwiczyć ciekawy schemat, w którym w czwartej próbie zamiast punt team na boisko wychodzi formacja ataku. Gimzo sprawdza, czy coś z tego będzie, ale jeśli nie widzi możliwości zdobycia pierwszej próby, sam odkopuje futbolówkę. Tym razem wyszło mu to zresztą zadziwiająco dobrze, bo zamknął Kozły w ich własnym 10 jardzie.

Niewykorzystane okazje
Gracze Jacka Walluscha nie zrobili z tym posiadaniem za wiele, ale i tak zdobyli trzy pierwsze próby, co wcześniej zdarzało im się naprawdę rzadko z mocniejszym rywalem. Teraz zdawało się takie łatwe: Legree zawsze wynajdywał jednak jakiegoś wolnego skrzydłowego w trzeciej próbie i Kozły zdobywały te potrzebne 10 czy nawet 15 jardów. Przesadził dopiero na połowie boiska, gdy jego zamiary odczytał Jan Cenkier. Linebacker podbił futbolówkę, którą mógł dzięki temu złapać Marc Airhart. W ten sposób Eagles dostali dodatkową szansę na zapunktowanie tuż przed przerwą, ale Gimzo był zbyt zdecydowany na podanie do swojego ulubionego receivera. Takie błędy zdarzały mu się w meczu z Seahawks, a po prawie dwóch kwartach się, że je wyeliminował. Na wysokim podaniu skorzystał przede wszystkim Ivan Pavlovic, dla którego było to już... trzecie interception w dwumeczu z Eagles.

To zagranie pewnie podbudowywało morale w szatni przed trzecią kwartą. Jeszcze bardziej podbudowali je zresztą już na boisku sami Eagles, gdy zły snap już w pierwszej akcji drugiej połowy padł łupem obrony Kozłów i pozwolił im zacząć połowę na 20 jardzie rywala. Okazja świetna, ale mimo sporej ilości tańczenia z piłką, Legree (Konrad Paszkiewicz będzie miał koszmary z Amerykaninem w roli głównej) nie dał swojemu zespołowi nawet jednej pierwszej próby. Świetnym 30-jardowym kopnięciem z pola mógł dzieki temu popisać się za to Szymon Barczak, który pokazał też, że miał jeszcze zapas na dodatkowe ok.10-15 jardów. Strata nieco zmniejszona, ale to przede wszystkim niewykorzystana okazja, żeby znacznie zbliżyć się do gospodarzy.

...się mszczą
Wyczuwając zagrożenie, Eagles zabrali się do roboty. W kolejnych 12 akcjach nie zdobyli co prawda punktów, ale pokazali, że trochę urozmaicili swój zasób ofensywnych zagrań: głównie o dobrze egzekwowane screeny i podania do wybiegających z tyłu running backów. Dla Gimzo to była seria mieszanych uczuć, bo poza zaliczeniem 20-jardowego biegu zaliczył też... dwa mocne uderzenia od przepuszczonych do niego defensorów Kozłów (to mocniejsze od wszechobecnego Huberta Ogrodowczyka). Te ostatnie zmusiły Orły w końcu do puntu, ale już po czterech akcjach piłka wróciła w ich posiadanie. Wróciła... na jeszcze krócej. Gimzo podał w ręce Szymona Barczaka i zaliczył swoje drugie interception dnia.

Na tablicy wyników dawno nie pojawiały się żadne punkty i Kozły miały dzięki temu przechwytowi dobrą okazję, żeby to zmienić. Zaczynały już na połowie przeciwnika i to od razu od długiego, ale nieskutecznego podania do Pavlovica. Do tego akcja biegowa zatrzymana na stratę jardów (obrona Eagles zatrzymywała każdą akcję biegową właściwie moment po tym jak rozgrywający oddał piłkę w ręce nieszczęsnego biegacza) i drugie złe podanie. Kolejna niewykorzystana okazja i wybranie bezpieczniejszej opcji, czyli odkopnięcie. Ale czy aby na pewno bezpieczniejszego? Niekoniecznie jeśli na piłkę czeka Clarence Anderson. MVP Euro-American Challenge, pokazał jak doskonałym jest returnerem. Długo czekał zanim podniósł piłkę z ziemi przez co Kozły podeszły trochę za daleko; gdy Anderson minął więc ich pierwszą linię, to dzięki kilku blokom miał otwartą drogę do pola punktowego. Przebiegł 95-jardów i zmienił wynik na 28:10.

Akcja sezonu
To nie było najłaskawsze z zakończeń trzeciej kwarty jakie goście mogli sobie wyobrazić. Tym bardziej nie spodziewali się zapewne, że czwarta kwarta zacznie się dla nich... równie źle. Po wznowieniu Kozły grały co prawda niemal z połowy boiska, ale Legree poślizgnął się w pierwszej próbie i z kolejnych dwóch nic już nie wyszło (mimo, ponownie, sporej ilości biegania w kierunkach innych niż przód). Czwarta próba była znów dobrym puntem, po którym futbolówka dotoczyła się przed samo pole punktowe. Clarence Anderson przyglądał się jej dosyć długo aż wreszcie stwierdził, że jednak zaryzykuje. Z tego, co naliczyłem, w trakcie tej akcji powrotnej uniknął 9 bezpośrednich ataków graczy Kozłów. Według oficjalnych statystyk, zrobił to podczas 97-jardowej akcji powrotnej na przyłożenie. Na ostatnich metrach niemal zabrakło mu sił więc wycieńczony wskoczył w pole punktowe. Później w odzyskaniu pełnej przytomności musiały mu pomagać służby medyczne, ale było warto. To kandydat do miana akcji sezonu.

Przy wyniku 35:10 i kilku minutach do końca spotkania wynik był już ostatecznie rozstrzygnięty. Dwa powroty po puntach na touchdown i fumble we własnej akcji powrotnej kosztowały gości 21 punktów, bez których Eagles prowadziliby w tym momencie tylko minimalnie. I szybko zaczęliby przegrywać, bo już w swojej kolejnej serii Kozły poprawiły sobie trochę nastroje zdobywając drugie przyłożenie dnia. Wpływu na rezultat końcowy praktycznie żadnego, ale przejście 80 jardów na stadionie Polonii będzie nastrajało pozytywnie na kolejne tygodnie. To też sporo materiału szkoleniowego dla kolejnych rywali klubu z Poznania. Jakie wyciągną z niego wnioski? Że przy zaledwie trzech defensywnych liniowych atakujących rozgrywającego, Legree będzie mógł rozpalić sobie za osłoną swoich liniowych grilla i spokojnie czekać aż któryś skrzydłowy będzie wolny. Że Amerykanin świetnie radzi sobie z długimi podaniami rzucanymi w biegu. No i że kiedy trzeba, sam zdobędzie te kilka jardów brakujących do pola punktowego.

Epilog
Po tej serii Orły zrobiły co powinny, czyli prawie wyłącznie biegały. I to chyba najlepiej w całym meczu. Witold Szpotański i Dawid Więckowski zanieśli swój zespół na połowę rywala. Czasami biegał też sam Gimzo, który niepotrzebnie postanowił dodać do swojego repertuaru też jeszcze jeden rzut. Bardzo niepotrzebnie, szczególnie, że rzucił w kierunku Ivana Pavlovica. Serb, mocny kandydat do defensywnego MVP sezonu, od razu wiedział co z tą piłką zrobić i na pełnej szybkości przeniósł ją w pole punktowe. W dwóch meczach przechwycił więc rozgrywającego Orłów... aż cztery razy. Shane Gimzo, mimo dobrej gry, pewniejszych podań i lepszego zrozumienia ze skrzydłowymi, sam bardzo obniżył swoją notę za ten mecz: 3 interceptions, to za wiele dla generała ataku zespołu chcącego walczyć o mistrzostwo.

Akcja Pavlovica zmieniła wynik na 35:22 i sprawiła, że przy nieco mniej niż dwóch minutach Kozły mogły jeszcze walczyć o dramatyczne zwycięstwo. Udany, świetnie wykonany onside kick dał im jeszcze jedną serię, w której doszli aż na 5 jard Eagles, ale zapunktować nie zdołali (na sam koniec Legree wreszcie się doigrał – bo miał już wcześniej kilka niebezpiecznych podań – i jego podanie przechwycił Dominik Koniusz). Z Warszawy wyjeżdżali jednak z głowami podniesionymi wysoko, mówiąc później, że z porażki nigdy nie można co prawda być dumnym, ale po takim spotkaniu mogą być z siebie zadowoleni. To rzeczywiście poprawa w stosunku do wcześniejszej porażki 39:0, ale poznaniacy pokazali, że musimy chyba zacząć mierzyć ich osiągnięcia inną miarą. Zacząć spodziewać się zwycięstw (aż strach pomyśleć co dałby im w niedzielę jeden zatrzymany punt return i jedno przyłożenie zdobyte więcej...), a nie tylko pozostawiających dobre wrażenie porażek. Miejmy nadzieję, że dobry rozgrywający rzeczywiście był ostatnim brakującym elementem poznańskiej układanki. Dla dobra całej Topligi.

Phillip Dillon, trener Eagles: - Zwycięstwo z Kozłami było dobrym przygotowaniem do spotkania z Giants, bo dostaliśmy (jak zawsze z poznaniakami) twardy, fizyczny mecz. Graliśmy co prawda już trochę poobijani, szczególnie w linii ofensywnej, gdzie zagrało tylko dwóch starterów. Ich zmiennicy świetnie jednak wypełnili tę lukę, mimo że nie trenowali tak wiele. Nie chcę w ten sposób odbierać niczego Kozłom. Poprawili się niesamowicie od startu sezonu, a trener Jacek Wallusch wykonuje tam doskonałą pracę. Myślę, że mogą zaskoczyć niektóre drużyny w tym roku.

Jeff Legree, rozgrywający Kozłów:
-  Bardzo mi się podoba w Polsce, mimo że styl życia jest inny niż w Brooklynie. Jestem wdzięczny za możliwość bycia tutaj. Dzisiaj doświadczyłem tego, co w Euro-American Challenge: świetnej atmosfery i świetnych reakcji fanów, którym cieszymy się, że mogliśmy dać trochę powodów do radości. Nie szukam wymówek, ale dotarłem tutaj zaledwie 7 dni temu więc muszę się jeszcze trochę nauczyć nowego systemu. Ale mam zamiar nauczyć się go szybko. Przypuszczam też, że jeszcze zobaczymy się z Eagles w finale, jeśli tylko taka będzie wola Pana.

Clarence Anderson, skrzydłowy Eagles: - Po drugiej akcji powrotnej na przyłożenie poczułem się trochę zmęczony; czasami zdarza mi się, że po takim biegu moje serce bije trochę za szybko i tracę przytomność, ale to nic takiego, jest w porządku. Nasi rywale byli dzisiaj lepsi niż w poprzednim spotkaniu, a Jeffrey Legree, to playmaker, któremu Kozły dały maksimum możliwości pokazania tego. Ma świetne ramię i trudno go powstrzymać, wie jak unikać przeciwników. Myślę, że z nim w składzie będą coraz lepsi, wróżę im dobry sezon. Przed meczem z Giants musimy skupić się przede wszystkim na obejrzeniu materiału wideo z ich meczów. Giganci to świetna drużyna i są naprawdę zmotywowani po zwycięstwie z Devils. Musimy być gotowi na wielki mecz.


Warsaw Eagles - Kozły Poznań 35:22 (14:0, 7:7 , 7:3, 7:12)

I kwarta

6:0 przyłożenie Clarenca Andersona po 30-jardowej akcji po podaniu Shane’a Gimzo
14:0 przyłożenie Marca Airharta po 10-jardowej akcji po odzyskaniu zgubionej piłki podczas akcji powrotnej po wykopie (podwyższenie za dwa punkty Dawid Więckowski)

II kwarta
14:7 przyłożenie Jeffrey’a Legree po 2-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak) 
21:7 przyłożenie Clarenca Andersona po 54-jardowej akcji po podaniu Shane’a Gimzo (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)

III kwarta
21:10 30- jardowe kopnięcie z pola Szymona Barczaka
28:10 przyłożenie Clarenca Andersona po 95 – jardowej akcji powrotnej po odkopnięciu (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)

IV kwarta
35:10  przyłożenie Clarenca Andersona po 97 – jardowej akcji powrotnej po odkopnięciu (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)
35:16 przyłożenie Jeffrey’a Legree po 4-jardowej akcji biegowej
35:22 przyłożenie Ivana Pavlovicia po 39 jardowej akcji powrotnej po przechwycie

Mecz obejrzało 1700 widzów.

MVP meczu: Clarence Anderson, skrzydłowy Warsaw Eagles.

 

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
54% do 46% (133 głosów)

TABELA

Grupa Północna

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 8/2 224 16
2. Eagles 10 7/3 235 14
3. Kozły 10 4/6 -32 8
4. Spartans 10 0/10 -513 0

Grupa Południowa

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Devils 10 9/1 267 18
2. Giants 10 8/2 360 16
3. Rebels 10 2/8 -251 4
4. Steelers 10 2/8 -290 4

Sonda

Która drużyna zajmie ostatnie miejsce premiowane awansem do play-offs?