CENTRUM MECZOWE 18 maja, 2013 18:00

Eagles
Warszawa
39
12 I 0
7 II 0
20 III 0
0 IV 0
- OT -
0
Rebels
Katowice
rozwiń ͮ
 

Rzeź niewiniątek

Autor: Marcin Fijałkowski Opublikowano dnia: 19 maja 2013 | Komentarze: 0

Dość jednostronne spotkanie obejrzeli w sobotę kibice zgromadzeni na stadionie Polonii w Warszawie. Stołeczne Orły zmiotły szczupłą ekipę AZS Silesia Rebels 39:0. Po zakończeniu pojedynku oba zespoły wraz z fanami obejrzały pokaz sztucznych ogni przygotowany przez organizatorów.

Nie były to jedyne fajerwerki tego dnia. Efektownych akcji i gwiazd nie zabrakło na murawie. Otwierający kick off odebrał Zbigniew Szrejber i po chwili Rebels zaczynali swoją pierwszą serię w ataku. Ale nie wyglądało to dobrze. Najpierw podanie Michała Kołka zostało zbite przez warszawską obronę a potem bieg Michała Janusza, na skutek szybkiej reakcji i powalenia przez Marca Airharta, raczej gości cofnął niż przesunął do przodu. Podobny los spotkał Pawła Szepiszczaka i Ślązacy musieli ratować się puntem. Piłkę złapał Clarence Anderson i wydawało się, że odkopanie wcale Rebeliantom nie pomogło. Returner Orłów był nie do zatrzymania przez obrońców, ale bez trudu zastopował go... kolega z drużyny. Konrad Paszkiewicz w okolicy połowy boiska nielegalnie blokował przeciwnika, co solidnie okroiło zysk Amerykanina. Eagles musieli się zabrać za mozolne zdobywanie jardów. Odważnie tę serię otworzył Michał Kozdrój, który pięcioma biegami przesunął znaczniki pod pole punktowe. Kilka akcji później Shane Gimzo podał do Andersona i warszawianie cieszyli się z pierwszego przyłożenia. Marcin Łojewski nie podwyższył wyniku.

Czwartego nie będzie
Tomasz Grabas próbował zaliczyć szybko kilka jardów, ale omal nie skończyło się to stratą piłki. Running back Rebels jednak szybko się opamiętał i nakrył zgubioną przez siebie futbolówkę. Ale próba już została „spalona”. W drugiej Kołek znów niefortunnie posłał podanie, które prawie padło łupem Jana Cenkiera, ale linebacker Eagles nie zdołał chwycić piłki dwoma rękami. Ślązacy cało wyszli z tej opresji, ale znów kosztem jednego podejścia. Następny rzut był już lepszy i dotarł prosto do Mateusza Iwana. Na niego czekał Caleb Singelton, który wykonał to, z czego słynie najbardziej - potężny, siłowy tackle. Urobek gości był tak skromny, że ponownie musieli puntować. Tym razem poza linię boczną. Gospodarze rozpoczęli swoją kolejną serię. Szymon Modzelewski złapał podanie a Eagles zainkasowali pierwszą próbę. Następne akcje wykonał Witold Szpotański i przy drugiej miał otwartą drogę do pola punktowego, ale potknął się i tym samym pogrzebał swoje marzenie o przyłożeniu. Gimzo starał się dograć do Jakuba Zdunia a później do Modzelewskiego, ale bezskutecznie. Za to nie miał problemów z rzutem do Andersona, który zdobył pierwszą próbę. Po chwili mocnym akcentem przypomniała o sobie obrona Rebels powalając rozgrywającego Orłów. W następnej akcji o mało nie doszło do powtórki, ale Gimzo ratował się biegiem środkiem. Tu został momentalnie powalony. Podobnie jak po chwili Szpotański. Linia defensywna gości postawiła mocną zaporę. Tyle, że skrzydła nie zostały odpowiednio pokryte i po chwili kolejne przyłożenie celebrował Anderson. Podwyższenie tym razem wykonywał Dawid Więckowski. Niecelnie. Potem na skutek kary dla Rebels Więckowski próbował sił ponownie. Bez skutku. Ale goście znów pomogli i Eagles stanęli przed trzecią szansą. Nie trafili. Więcej okazji na ten punkcik już nie było.

Skrót z meczu:

Retransmisja:

 

Pierwsza połowa

 

Druga połowa, wypowiedzi:

 

Starania Rebeliantów...
Na początku drugiej kwarty Ślązacy próbowali powalczyć w ataku, ale skończyło się to przechwytem Caleba Singletona. Orły wiedziały, co zrobić z takim prezentem. Najpierw zaatakował Więckowski krótkim biegiem, a potem Anderson odebrał podanie na skrzydle, Szpotański wypracował pierwszą próbę, Anderson wykonał rajd w poprzek i wzdłuż boiska dając ekipie nowy zapas podejść. Dalej przebijał się Piotr Osuchowski i Jakub Juszczak, którego powalił Tomasz Kamiński. W polu punktowym złapał piłkę Modzelewski, ale na skutek przewinienia punktów nie uznano. Zanim jednak skrzydłowy to zauważył zdążył już odbyć celebrację swojego niedoszłego przyłożenia. Eagles postanowili spróbować kopnięcia z pola. Kiedy Rebels szykowali się do obrony okazało się, że to zmyłka a futbolówka trafiła do Singletona. Defensywa gości nie dała się nabrać a Orły wykończyły swój zapas prób. Do ataku wybiegli Ślązacy zaczynając pod swoim polem punktowym. Początek serii wyglądał obiecująco. Piłkę złapał Paweł Szepiszczak zyskując kilka jardów. Po chwili jego śladami poszedł Szrejber zdobywając dwa razy pierwszą próbę. Ale następne podejścia nie były już takie udane i przyszła pora na kolejne odkopanie. Anderson przesunął swoją ekipę na 15. jard połowy gości. Stąd już tylko rzut futbolówką do przyłożenia. I tak się stało. Podanie trafiło do Krzysztofa Stojaka a podwyższył Łojewski. Ten sam zawodnik wykonał po chwili mocny kick off. Odebrał Artur Loncierz, ale zrobił to dość niefortunnie lądując od razu za linią boczną. Śląska ofensywa znów wyglądała obiecująco za sprawą biegów Tomasza Grabasa. Dwie pierwsze próby to dobry wstęp do dalszego szturmu. Następnie mocno przesuwali znaczniki Szepiszczak i Szrejber. Marzenia o punktach przerwał Konrad Paszkiewicz powalając Michała Kołka. Po dwóch kwartach Orły prowadziły 19:0.

...były bezowocne
Kick off po przerwie odbierali Eagles. Piłkę – ku zaskoczeniu rywali - złapał Singelton, ale tylko po to, żeby po chwili przekazać ją Andersonowi. To ułatwiło przeprawianie się przez zasieki Rebels i zdobycie kilkudziesięciu jardów. Po chwili Clarence opanował futbolówkę posłaną przez Gimzo i zanotował kolejne przyłożenie a Łojewski następny punkt. Anderson nie zamierzał na tym poprzestać – zaliczył jeszcze sześć oczek za udany powrót. Wynik zamknął zaś Jakub Juszczak po akcji biegowej. Rebels nie byli w stanie odpowiedzieć. Sporadyczne skuteczne zagrania Grabasa czy Szrejbera nie wystarczały na zmontowanie długiej i zwieńczonej sukcesem serii ofensywnej. Efektywność śląskiej ofensywy wciąż jest mocno przypadkowa i rzadka. Przebłyski, udane biegi i złapane podania z całego meczu mogłyby się złożyć na jedno przyłożenie, ale tak się nie stało. Podobnie w obronie. Zrywy defensywy Rebels były widoczne (takie jak między innymi sack Tomasza Talika), ale kompletnie nie wystarczały na zatrzymanie Orłów. W ekipie gości wyraźnie widać brak Amerykanów i szkoleniowca, który poukładałby tych utalentowanych ludzi w zespół z potencjałem.

Gospodarze zaś wykonali swój plan. Kolejny raz świetny występ zanotowała warszawska obrona, która sparaliżowała większość akcji rywali. Potężne powalenia cieszyły publiczność zaś odbierały chęci przeciwnikom. W ataku widać wiele innowacji i szukania świeżych rozwiązań oraz eksperymentowania. Chyba powoli zaczyna się gorączka półfinałowa...

Zgrany zespół
Z Calebem Singeltonem, defensive backiem Warsaw Eagles, rozmawiał Marcin Fijałkowski.

Ładne zwycięstwo – w czym tkwi jego sekret?
Zagraliśmy dobrze w obronie i w ataku. Brylował jak zwykle Clarence Anderson, który wraz z ofensywą przygotował wspaniały show. W defensywie szybko zatrzymywaliśmy ich akcje. Weszliśmy na boisko jako drużyna i właśnie w ten sposób wygraliśmy – wspólnie.

Wyglądało na to, że mieliście Rebels całkowicie rozpracowanych.
Zostaliśmy dobrze przygotowani przez trenerów. Każdego tygodnia oglądamy nagrania i wnikliwie analizujemy najbliższego przeciwnika. To przynosi efekty. Mało co nas może zaskoczyć. Ale należy też powiedzieć, że ich rozgrywający ma dobre ramię a wielu z nich to twardzi i doświadczeni zawodnicy. W Toplidze nie ma łatwych meczów – w każdym trzeba się napracować.

Czy w ofensywie nie dominuje zbyt Anderson?
Gdybyśmy nie grali na niego pewnie byśmy więcej używali biegaczy. Mamy silny korpus running backów, więc wydaję mi się, że tak czy owak te punkty by zostały zdobyte. Uważam, że nasz atak miewa się coraz lepiej a o jego zbilansowanie nie trzeba się martwić – mamy szeroki wachlarz zagrywek.

Coś do poprawy po tak gładkiej wygranej?
Błędy i potknięcia wciąż się zdarzają. Z tygodnia na tydzień staramy się je eliminować. Z meczu na mecz formacje działają coraz sprawniej. Dzisiaj wiele rzeczy nam wychodziło. Już w twardym pojedynku z Gigantami pokazaliśmy, że nasz rozwój wciąż trwa. A teraz było jeszcze lepiej. Ale dużo pracy przed nami, bo chcemy być perfekcyjni!

Późny rytm
Z Pawłem Szepiszczakiem, skrzydłowym AZS Silesia Rebels, rozmawiał Marcin Fijałkowski.

Co jest nie tak z Rebels?
Początek należał do przeciwników. A my rozkręcaliśmy się z czasem. Tak jak w każdym meczu tego sezonu i w poprzednim roku. To nasz problem – za późno wchodzimy w rytm. Być może to kwestia tremy oraz braku trenera z prawdziwego zdarzenia. Kogoś, kto by przygotowywał nas mentalnie, sprawował pieczę nad ekipą i ogarnął w kluczowych momentach. Kogoś takiego jak Mott Gaymon w Giants.

Potem była poprawa?
Przed przerwą złapaliśmy drugi oddech. Gra układała się lepiej – biegi zaczęły przynosić więcej jardów a podania trafiały do adresatów. W takich momentach wierzymy, że przewaga jest do nadrobienia. Po drugiej kwarcie odbyliśmy poważną rozmowę w szatni i później wydaje mi się, że graliśmy jak równy z równym. Myślę, że nie było źle. Ogólnie widać postęp. Najgorsze spotkanie w naszym wydaniu to był pierwszy mecz. Od tamtej pory atak powoli się zgrywa i skupia na poprawieniu swojej skuteczności.

Czego zabrakło?
Długie podania miały się dzisiaj słabo. To efekt tego, że każda defensywa w Polsce nastawia się na przechwyty podań Michała Kołka i mocno zagęszcza drugą linię obrony. Po rzucie wszyscy polują na piłkę. I niestety czasem skutecznie. Byliśmy też osłabieni – nie wystąpiło dwóch podstawowych zawodników: Karol Skutela i Radosław Baron z linii defensywnej, którzy wywierają dużą presję w obronie. Zaś na tyłach myślę, że było dobrze. Robiliśmy co mogliśmy, ale Anderson jest po prostu zawodnikiem wysokiej klasy i trudno go zatrzymać. Jestem pod wrażeniem jego umiejętności.

Warsaw Eagles - AZS Silesia Rebels 39:0 (12:0, 7:0, 20:0, 0:0)

I kwarta
6:0 przyłożenie Clarence’a Douglasa Andersona po 1-jardowej akcji biegowej
12:0 przyłożenie Clarence’a Douglasa Andersona po 2-jardowej akcji po podaniu Shane’a Gimzo

II kwarta
19:0 przyłożenie Krzysztofa Stojaka po 17-jardowej akcji po podaniu Shane’a Gimzo (podwyższenie za jeden punkt Marcin Łojewski)

III kwarta
26:0 przyłożenie Clarence’a Douglasa Andersona po 2-jardowej akcji po podaniu Shane’a Gimzo (podwyższenie za jeden punkt Marcin Łojewski)
33:0 przyłożenie Clarence’a Douglasa Andersona po 72-jardowej akcji powrotnej po odkopnięciu (podwyższenie za jeden punkt Marcin Łojewski)
39:0 przyłożenie Jakuba Juszczaka po 3-jardowej akcji biegowej


Mecz obejrzało 1000 widzów.

MVP meczu: Clarence Douglas Anderson (skrzydłowy Eagles)

Marcin Fijałkowski
m.fijalkowski@pzfa.pl
Biuro Prasowe PLFA

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
70% do 30% (109 głosów)

TABELA

Grupa Północna

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 8/2 224 16
2. Eagles 10 7/3 235 14
3. Kozły 10 4/6 -32 8
4. Spartans 10 0/10 -513 0

Grupa Południowa

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Devils 10 9/1 267 18
2. Giants 10 8/2 360 16
3. Rebels 10 2/8 -251 4
4. Steelers 10 2/8 -290 4

Sonda

Która drużyna zajmie ostatnie miejsce premiowane awansem do play-offs?