Z ostatniej chwili:

CENTRUM MECZOWE 1 kwi, 2012 14:00

Tigers
Kraków
26
2 I 6
8 II 0
10 III 8
6 IV 0
- OT -
14
Kozły
Poznań
rozwiń ͮ
 

Miłe zaskoczenie

Opublikowano dnia: 4 kwi 2012 | Komentarze: 0

Niewiele osób wierzyło w potencjał ostatniego meczu drugiej kolejki Topligi. Futboliści Tigers i Kozłów udowodnili jednak, że zupełnie bezpodstawnie. Bezpośrednie starcie dwóch zamykających tabelę zespołów okazał się jednym z najciekawszych w młodym jeszcze sezonie 2012.

Na Tigers Arena (jak potocznie przyjęło się nazywać stadion Juvenii Kraków, gdy występują tam Tygrysy) zawodników przywitało zimne powietrzne, silny wiatr i murawa zmasakrowana przez rozgrywany dzień wcześniej mecz rugby. Trudno wyobrazić sobie mniej optymistyczną zapowiedź spotkania. Szczególnie, że wraz z upływem czasu warunki miały stawać się tylko gorsze.

Niespodziewana odpowiedź
Ale pogoda nie przeszkadzała krakowskim kibicom. Wśród nich najwidoczniej znalazło się wielu stałych bywalców, którzy narzekali, że po raz pierwszy w historii, to gospodarze stoją po przeciwnej do trybuny strony boiska. Dywagacje na temat przyczyn takiego położenia przerwał otwierający pojedynek wykop, z którego opanowaniem na błotnistej murawie sporo problemów miał Jakub Kłoskowski. Kozły startowały z własnego 10. jarda, ale w pierwszej akcji biegowej straciły blisko osiem jardów. W kolejnej zły pitch zakończył się safety i dwoma punktami dla gospodarzy. Optymistyczny początek.

Kolejne posiadania piłki zmieniały się po trzech próbach, aż wreszcie to krakowianie zbudowali dłuższą serię ofensywną. Głównie dzięki Kamilowi Piwowarowi, który miał tego dnia chyba najlepiej dobrane buty na boisku. Jego długi rajd wprowadził Tygrysy do czerwonej strefy rywali, gdzie w trzeciej próbie potrzebne 10 jardów dołożył pierwszą z wielu akcji biegowych Filip Mościcki. I wszystko szłoby w dobrym dla gospodarzy kierunku, gdyby nie flaga i 15 jardów kary. Cofnięci w ten sposób, mimo podjęcia gry w czwartej próbie, nie zdobyli żadnych punktów. Piłka przeszła w ręce gości, którzy... po jednej akcji odłożyli ją dopiero w polu punktowym! Bartosz Trawiński przebiegł większość boiska i Kozły wyszły na prowadzenie.

Końcówka niespodzianek
Graczom w pomarańczowo-czarnych strojach nie udało się od razu odpowiedzieć. Po wykopie zresztą prawie stracili piłkę, z której złapaniem problemy miał Piwowar. Podczas kolejnej serii Kozłów na słowa uznania zasłużyli sobie głównie... trenerzy obu drużyn, którzy bardzo szybko przywołali do porządku swoich podopiecznych, przerywając w ten sposób szarpaninę po zderzeniu przy linii bocznej gości. Po tym zamieszaniu piłka wróciła do Tygrysów, którzy w drodze po przyłożenie przeszli 80 jardów. Duża część z nich znów przypadła w udziale Piwowarowi, którego długi bieg mógł zakończyć się dla Kozłów fatalnie, ale running back nadepnął na linię boczną. Na połowie gości zadziałała też gra podaniowa Tygrysów: po złapaniu rzutu od rozgrywającego Sebastian Szarek padł dopiero na pierwszym jardzie. Formalności chwilę później tak czy inaczej dopełnił Mościcki.

Poznaniakom nie udało się dobrze odpowiedzieć na stracone punkty. W ostatnich dwóch minutach pierwszej połowy zostali zepchnięci do defensywy. Atak z własnego 15. jarda dwoma biegami w kluczowych momentach poprowadził improwizujący Mościcki. Tigers znów byli w czerwonej strefie, ale żadna z czterech prób (kopnięcia z pola ciągle nie są u nas lubiane) nie przełożyła się na punkty. Do końca pozostało kilkanaście sekund. Na boisko weszła ofensywa Kozłów i... już w pierwszej próbie po złym snapie straciła piłkę! A więc jeszcze jedna szansa dla gospodarzy: 15 sekund do przerwy, brak time-outów i 10 jardów do przejścia. Krótkie podanie. Udane, ale to tylko trzyjardowy zysk. Zegar tykał. Mościcki popędzał kolegów, bo chciał zatrzymać odliczanie spikiem... lub wręcz przeciwnie. Zaskakując przeciwników, quarterback sam ruszył z futbolówką do przodu i wbiegł w pole punktowe, ale w ostatniej chwili z rąk wypadła mu piłka. Kozły szybko zabezpieczyły futbolówkę a sędziowie skończyli połowę.

Nowy początek
Dyskusje o meczu rozgrzewały zmarzniętych i ustawionych w długiej kolejce po herbatę kibiców. Ich zespół prowadził przecież tylko czterema oczkami. Na dodatek, kilka minut później, w swojej pierwszej serii po wznowieniu nie ugrał nawet 10 jardów. Z pomocą znów jednak przyszły im Kozły. Sack na Bartłomieju Kimnesie i powalenie Trawińskiego dodatkowe kilka jardów za linią wznowienia akcji przez Stephana Edworthy'ego, zmusiło gości do odkopnięcia z własnego pola punktowego. Punt został zablokowany, czego konsekwencją było safety, zysk dla gospodarzy i kick off. W akcji powrotnej popisał się Piwowar, który został wypchnięty z boiska na dopiero... na pierwszym jardzie. Nie trzeba było długo czekać na kolejne przyłożenie oraz podwyższenie za dwa i nagle zrobiło się 20:6.

Mecz zdawał się wygrany. Na dodatek w kolejnej serii Kozły po dwóch złych snapach straciły blisko 20 jardów i niezadowolone musiały puntować. Ich nadzieje już w pierwszej akcji po puncie przywrócił jednak Hubert Chudy, przechwytując podanie Mościckiego i dodając do tego doskonałą akcję powrotną. Zespół z Poznania był w czerwonej strefie i nie miał zamiaru zmarnować takiej okazji. W czwartej próbie Kimnes rzucił lekko w środek do Trawińskiego i po podwyższeniu za dwa, mecz zaczął się od nowa. Po wykopie i świetnie zapowiadającej się - później cofniętej przez flagę - akcji powrotnej Piwowara (który po drodze zgubił jednak piłkę) Tygrysy zresztą jeszcze bardziej utrudniły sobie życie. Dogranie Mościckiego zostało po raz drugi przechwycobne.

Tygrysy zimowe
Trudne jest życie rozgrywającego. Ci sami chwalący go parę minut wcześniej sympatycy teraz nie szczędzili cierpkich słów pod adresem numeru 19. Ostatecznie od czego ma się jednak swoją defensywę? Ta tygrysia uratowała w tej sytuacji skórę swojemu quarterbackowi (głównie sack Tomasza Wełny). Kozły musiały puntować. Gospodarze zaczęli długą serię, w której początkowo pomogła im kara za uderzenie kaskiem, a później kolejny bieg Piwowara (zatrzymany stłuczką z własnym skrzydłowym). Problemy zaczęły się tuż przed czerwoną strefą, gdy gospodarze w czwartej próbie musieli pokonać aż 15 jardów. Ryzyko wziął na siebie Mościki i doskonałym biegiem (przeskakując po drodze nad jednym rywalem) po raz kolejny uratował swój zespół w kluczowym momencie. Tą akcją właściwie przesądził o wyniku spotkania.

Formalności prawie dopełnił Piwowar, znów zatrzymany na pierwszym jardzie. Z tej odległości w pole punktowe prześlizgnął się rozgrywający i Tigers prowadzili 26:14. Nad stadionem od kilku minut szalała już wtedy śnieżyca, w której Kozły próbowały jeszcze zmienić coś w wyniku, ale bez skutku. Po pełnym wydarzeń pojedynku, pierwsze punkty w tabeli mógł dopisać sobie zespół z Krakowa. Futboliści obu drużyn stworzyli widowisko, które mimo ekstremalnych warunków pogodowych, zatrzymało fanów na tym niezadaszonym stadionie do ostatniego gwizdka sędziego. To miła niespodzianka. Aż strach pomyśleć, co będzie, gdy krakowianie zagrają na swojej arenie przy nieco cieplejszej, bardziej Tygrysiej pogodzie...


Adrian Fulneczek
a.fulneczek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA

 

Postęp – i to ogromny!
Z Kamilem Piwowarem, running backiem Kraków Tigers, rozmawia Adrian Fulneczek.

Jak się grało w takiej pogodzie?
Było ciężko: śnieg i dużo błota na boisku utrudniał przede wszystkim zmienianie kierunków biegów. Ale warunki były takie same dla obu zespołów, a my okazaliśmy się lepsi i wygraliśmy zasłużenie. Nareszcie.

Ty chyba jednak cieszyłeś się z prognoz pogody, bo taka aura oznacza zazwyczaj, że running back będzie dostawał piłkę do rąk znacznie częściej niż zwykle.
Kiedy jest tak mokro jak dzisiaj, rzeczywiście rzadziej gra się akcje górą niż dołem. Gdy nie padał deszcz i śnieg dało się rzucać, ale wydaje mi się, że mojego biegi odciążyły kolegów i mogliśmy dzięki temu skuteczniej działać w ataku.

Co powiesz o Waszych rywalach?
Obserwowałem ich mecz przeciwko Eagles, widziałem, że dobrze grają w obronie, szczególnie jeśli chodziło o zatrzymywanie akcji biegowych. Spodziewałem się, że nam też nie będzie w tym elemencie łatwo, ale mimo wszystko udało mi się kilka razy pobiec na dłuższe odległości.

Widzisz zmiany w porównaniu z tym, co pokazaliście w pierwszej kolejce w Katowicach?
Myślę, że postęp jest - i to ogromny. Tam zjadła nas presja oczekiwań, ale tutaj – przy własnych kibicach, na swoim stadionie – zagraliśmy już na luzie, pokazując to, co potrafimy.

Jak będzie wyglądała dalsza część sezonu?
Myślę, że będzie coraz lepiej. Z treningu na trening bardziej się zgrywamy, a to powinno się przełożyć na jeszcze lepsze wyniki w nadchodzących spotkaniach.

 

Praca, praca i jeszcze raz praca
Z Sebastianem Ossywą, ofensywnym liniowym Kozłów Poznań, rozmawia Adrian Fulneczek.

Gdzie upatrujesz przyczyn porażki?
Obrona zagrała dobrze, gorzej z atakiem, co przełożyło się tylko na dwa przyłożenia. Dużo pracujemy nad naszą ofensywą, ale droga przed nami jest jeszcze długa. W kolejnym meczu mamy co prawda Devils, ale myślę, że tam będzie lepiej.

Jak oceniasz stan murawy? Utrudniała Wam grę?
Fatalna. Bardzo ciężko było się na niej poruszać, co było widać szczególnie, gdy przed naszymi zawodnikami uciekał quarterback Tigers. Wielokrotnie przechodziliśmy przez ich linię, ale później ślizgaliśmy się próbując złapać Mościckiego, co wpłynęło praktycznie na brak sacków. Ostatecznie jednak murawa była jednakowa dla obu zespołów...

Widzisz poprawę w stosunku do Waszego meczu z Eagles?
Wydaje mi się, że tutaj było trochę gorzej. Do spotkania w Warszawie mieliśmy chyba trochę lepsze podejście, w przeciwieństwie do dzisiejszego starcia, w którym nie byliśmy dość skoncentrowani.

A poziom zgrania między byłymi zawodnikami Kozłów i Fireballs?
Takiego podziału już u nas nie ma. Wszyscy jesteśmy teraz Kozłami.

Recepta na lepszą resztę sezonu?
Dużo pracy. Praca, praca i jeszcze raz praca. Treningi i siłownia – to w tym sporcie jedyna receptura na sukces. Nie ma innej drogi.


Dom-Bud Kraków Tigers
- Kozły Poznań 26:14 (2:6, 8:0, 10:8, 6:0)

I kwarta
2:0 dwa punkty dla Tigers za powalenie zawodnika Kozłów w jego polu punktowym
2:6 przyłożenie Bartosza Trawińskiego po 65-jardowej akcji biegowej

II kwarta
10:6 przyłożenie Filipa Mościckiego po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Filip Mościcki)

III kwarta

12:6 dwa punkty dla Tigers za powalenie zawodnika Kozłów w jego polu punktowym
20:6 przyłożenie Sebastiana Szarka po 5-jardowej akcji po podaniu Filipa Mościckiego (podwyższenie za dwa punkty Bartłomiej Główniak po podaniu Filipa Mościckiego)
20:14 przyłożenie Bartosza Trawińskiego po 5-jardowej akcji po podaniu Bartłomieja Kimnesa (podwyższenie za dwa punkty Michał Konrady po podaniu Bartłomieja Kimnesa)

IV kwarta

26:14 przyłożenie Filipa Mościckiego po 1-jardowej akcji biegowej


Mecz obejrzało 200 widzów.

 

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
52% do 48% (3 głosów)

TABELA

Topliga

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 9/1 260 18
2. Eagles 10 8/2 282 16
3. Devils 10 7/3 206 14
4. Rebels 10 3/7 -190 6
5. Kozły 10 2/8 -165 4
6. Tigers 10 1/9 -393 0

Sonda

Która drużyna zajmie ostatnie miejsce premiowane awansem do play-offs?